Gdzieś czytała, że w którymś z późniejszych odc. Michael pójdzie do lekarza i rzeczywiście coś tam będzie na rzeczy.
A co do 2-óch pierwszych odcinków, to mnie się baaaaardzo podobały.
Po jakże beznadziejnej 3 serii, początek 4. jest obiecujący.
Może rzeczywiście, jest trochę niedociągnięć, ale i tak mi się podobało.
Majkel to znowu nasz stary dobry Majkel, nawet jeśli nie ma już tatuażu.
T-Bag dalej zły. Whistler martwy, co mnie w sumie cieszy, choć okazało się, ze nie jest taki zły, na jakiego wyglądał. Alex'a polubiłam, ale jeszcze nie wiem czemu(może po części dlatego, że mu rodzinę zabili). Lincoln dalej jest w ogóle nie myślącym mięśniakiem (jak ja go nie lubię przez to;/). Bellick dalej tchórz. Sucre dalej taki "papitek" Sarah powróciła z martwych, co moim zdaniem jest lekką przesadą. Owszem, lubiłam ją, większość ludzi też (dlatego ją przewrócili), ale w sumie już chyba większość była przyzwyczajona, że jej nie ma, więc mogło tak pozostać. No i Michael zabiłby Gretchen i nie był by taki jednoznacznie dobry.
Nie można zapomnieć o nowych postaciach. Pan porucznik, czy cholera jedna go wie kim on tam jest- nie zdziwiłabym się, gdyby okazał się zły.
I najlepszy zabójca jakiego zna Firma. Ech, ten to jest samo zuo ...
hmmm obejrzałam sobie ten 2 odcinek bo zostałabym w tyle za bardzo^^
no i tak...:
ogolnie rzecz ujmując moj poziom sceptycyzmu który wzrósł maksymalnie po 1 odc znacznie sie unormował wszystko działo sie z 10 x wolniej niz w "Scylli".
poziomem emocji i formuła w duzym stopniu przypominał mi 1 i 2 sezon, choc sporo niedociągnięc moznaby znalezc, chociazby sprawa Susan...dosc przewidywalne rozwiązanie, mozna sie tego było spodziewac po 1 odc, majac w pamieci poprzednie wskrzeszenia^^
niemniej mam pozytywne wrazenia po jego obejrzeniu. Kilka wątków zostało 'otworzonych' i dzieki Bogu nie starano ich od razu wyjasnic..np sprawę tej teczki, która znalazł T-Bag...
pomysł calej tej druzyny odbieram jak na poczatku, więc tego moze komentowac nie będę
Sceny bez zbednego sentymentalizmu i sztucznie zagranych uczuc, podobało mi się rozwiązanie kwestii Alexa i jego 'wrazen' po smierci rodziny, myslałam, ze sie tego nie doczekam i twórcy uczynią z tej postaci, tak przeciez 'rozbudowanej' emocjonalnie, drugiego Linca...ale jednak nie
co do postaci:
agencik spoko, jego mimika mnie rozwala^^
Murzyn z ustami Angeliny Jolie xD jest sprzeczny sam w sobie, emanuje takim dziwnym spokojem...w tym sensie przypomina mi Kellermana z pewnych scen, głównie 1 sezonu, z tym ze spokoj tamtego był naturalny, jakby 'wrodzony',a mimo to nie wyzbyty pewnych ludzkich odruchów, w przypadku tego jest absolutnie sztuczny i wrecz smieszny.
Ronald (?) jest w zasadzie taki, jak go sobie wyobrazałam...przynajmniej moje pierwsze wrazenie jest takie, ze nie bedzie zbytnio skomplikowaną postacią, ktora swoja charyzma przykuje uwage widzów w sposób szczegolny^^
co do reszty to standard: Linc kretyn i buc, Michael geniusz z planem, Alex w zasadzie podobnie ( lepiej mu w włosach 2-sezonowych moim zdaniem), T-Bag...wraca na 'prostą',ale to jednak jeszcze nie to samo.
No lepiej lepiej.. Znacznie lepsze odczucia niż po pierwszym odcinku, który był hmm.. "spłaszczony".
Ten odcinek trochę bardziej przypominał mi dawny Prison Break - czyli wielkie emocjonujące planowanie - które mam nadzieję jeszcze zobaczyć, bo to co było teraz to (...) - i następnie wykonanie planu (Ciekawe czemu Michael wybrał na 'wspólnika' Alexa, a nie np. swojego brata ha ha ha ) I było trochę humoru, jak np. dwa rzezimieszki i kradzież torebki czyli ogólnie wierzę, że będzie się dało to jeszcze oglądać
No ale zbyt prosto poszło im zdobycie tej Scylli, na kilometr było czuć, że coś jest nie tak, chociażby dlatego, że serial by się nam za szybko skończył ;] Teraz mamy "6 kawałków pizzy" i oby się rozkręciło i utrzymało umiarkowane tempo, bo jak będą tak zasuwać, to nie będzie nawet czasu, żeby przyswoić te wszystkie nowe informacje ( np. gdyby nie Wy i poprzednie posty nie przypomniałabym sobie imienia tego japońca ani tego nowego agenta xD )
Tak więc (zacznę tak jak nie wolno ) bardzo cieszyły mnie wszystkie przystopowania tempa takie jak patrzący na zdjęcie Alex czy krwawiący z nosa Michael - oczywiście nie dlatego, że fajnie, że tak im się stało, tylko dlatego, że takie sceny wywołują jakiekolwiek emocje i jest co oglądać.
Co do reszty (czyt. spoza drużyny Scofielda) - Susan żyje, co nie było dla mnie zaskoczeniem, a Teddy jak zawsze 'samotny jeździec' dba o swoje sprawy
Niedługo przyjmą go do paczki w zamian za informacje, które zdobył, a Susan pewnie sie teraz nieźle wkurzy i zapragnie zemsty na Firmie ehehe..
No jeszcze jeden i będę na bieżąco
Ostatnio zmieniony przez agulec 2008-10-02, 14:25, w całości zmieniany 1 raz
Odcinek jeszcze lepszy - może dlatego, że trochę zwolnili tempo. Najbardziej podoba mi się to planowanie, ta "burza mózgów" - stary dobry Prison, uwieelbiam, jak Mike duma, co by tu zrobić... a w duecie z Alexem - poezja - nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba ;PP
Rewelacyjny moment, jak Alex "rozszyfrowuje" tego kierowcę.
I kolejny raz przypomniałam sobie, za co polubiłam PB, za sprawne i precyzyjne wykonywanie planu - mamy to właśnie w tym odcinku.
Na szczęście obecność T-Baga szybciutko przestała mi przeszkadzać - w pierwszym odcinku wyjątkowo chciałam, żeby sceny z nim kończyły się jak najszybciej, ale już o tym zapomniałam ;PP
Oh, jak mnie ten Wyatt drażni - bezwzględny profesjonalista - niczym poczciwy agent Kellerman ;PP
Podobają mi się zabawki i poczucie humoru Rolanda - no ktoś musi nadrabiać - ani Sucre ani T-Bag na razie nie śmieszą, jak to miało miejsce wcześniej.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach