Patrzyłam mu prosto w oczy.
Patrzyłam inaczej niż zwykle.
- ty i te twoje życiowe filozofie – szepnęłam – i ja ci uwierzyłam. Jak mogłam pozwolić na stan w którym teraz jestem?
James patrzył na mnie szklistymi oczami.
- nie wiem co ty ze mną robisz ale nie mogę od ciebie odejść. Nie funkcjonuję wtedy normalnie. Nie funkcjonuję wtedy wcale.
Pogładził mnie delikatnie po policzku.
- ja czuję to samo – szepnął – nie mówiłem bo nie chciałem cię narażać. Im mniej wiedziałaś tym bardziej byłaś bezpieczna. Nigdy bym nie pozwolił żeby coś stało się osobie, którą kocham najmocniej na świecie. I to jeszcze z mojej winy. To nie był przypadek, że się spotkaliśmy. Musimy pielęgnować ten cud. Ktoś pielęgnował go gdy wzrastał a teraz pora na nas.
Spojrzał mi głęboko w oczy.
- nie pozwoliłbym ci odejść. Ty dajesz mi siłę by się zmienić. Dzięki Tobie przeżyłem te dni w więzieniu. Jesteś moim aniołem a anioły nie odchodzą tak po prostu.
- James…
- powiedz, że kochasz albo nie mów nic – szepnął
Miał rację.
To nie był przypadek wtedy w sklepie.
Bóg zesłał mi anioła.
Anioła, który będzie się mną opiekował.
Anioła, który zawsze będzie przy mnie.
Anioła, który nigdy mnie nie opuści.
Przytuliłam się do niego mocno.
Najmocniej jak tylko umiałam.
- kocham cię. I nic tego nie zmieni. Nawet gdybym z całych sił chciała przestać to i tak nie będę mogła.
- a chcesz?
Spojrzałam mu w oczy. Były ciemne.
Pogładziłam go po ogolonym policzku.
Uśmiechnęłam się i pocałowałam go.
Delikatnie.
Jak nigdy.
Czułam się jak wtedy gdy prawie go zabiłam wstając z łóżka.
James nie był zły.
Nigdy nie był zły.
- dlaczego to robisz? – zapytałam wtulając się w niego jeszcze mocniej.
- nie wiedziałem, że ci ludzie są aż tak źli. Potrzebowałem pieniędzy. Susan spadła mi z nieba wtedy gdy byłem już prawie na samym dnie. Mówiła, że jest to lekka i przyjemna praca. Była ale na samym początku.
- co robiłeś?
Przytulił mnie mocno i nie odpowiedział.
Nie chciałam już wiedzieć nic więcej.
W oczach zaszkliły mi się łzy.
- nie płacz. Nie miałaś już płakać – szeptałam w myślach – jest przy tobie mężczyzna, który cię kocha a pod sercem nosisz jego dziecko. Czego chcesz więcej?
Brutalnie przerwało mi trzaśnięcie drzwiami.
- ze mną się nie pogrywa – wysyczała przez zaciśnięte zęby Susan, odciągnęła mnie od Jamesa i przyłożyła pistolet do skroni – myślisz, że on cię uratuje?! Nie uratuje cię!
- zostaw ją w spokoju – szepnął James chwytając za swoją broń
- nie wiem o co ci chodzi – szepnęłam
Usłyszałam bezczelny śmiech za plecami.
- twój ukochany brat tu jedzie. Ciekawe jak się dowiedział gdzie jesteśmy. Więc będzie oglądał przedstawienie. Ciekawe jak zareaguje gdy odstrzelę ci głowę – szepnęła mi do ucha.
Chciałam się wyrwać ale ona była za silna.
- puść ją – powtórzył James
- o nie kochany. Tym razem przegięła.
Usłyszałam odgłos strzału.
Uścisk zelżał .
James odciągnął mnie od Susan, która leżała na dywanie i trzymała się za krwawiące ramie.
- ty sunkin…
- masz jeszcze cos do powiedzenia? Mam jeszcze parę kul i zobaczymy gdzie trafie – szepnął beznamiętnie James
Patrzyła na niego jakby chciała go zabić wzrokiem.
- chyba umawialiśmy się, że to ty słuchasz mnie a nie na odwrót – wyszeptał nie spuszczając z niej wzroku i tuląc mnie coraz mocniej.
- nie umawialiśmy się, że przywieziesz ze sobą dziewczynę! – krzyknęła
- mógł bym zabrać ze sobą kogokolwiek. Ty i tak nie miałabyś nic do powiedzenia.
- ale on będzie miał. Jak możesz ją wciągać w nasze sprawy!
Byłam odcięta od całego dialogu. Rozmawiali tak jakby nie było mnie w pokoju.
- te sprawy niedługo nie będą moimi sprawami. A teraz wstawaj i wynoś się stąd – szepnął James celując w nią ponownie.
Susan podeszła do niego i popatrzyła mu prosto w oczy.
- to zawsze będą twoje sprawy…Szefie – szepnęła – za 10 minut wyjeżdżamy.
Z tymi słowami drzwi znowu się zamknęły.
James w końcu mnie puścił.
- nic ci nie zrobi – szepnął – nie odważy się ciebie tknąć
- dlaczego nagle z kochającego człowieka stajesz się bezwzględnym mordercą?
- nie mordercą…
- zabiłbyś ją gdyby coś mi się stało James nie oszukujmy się
Spuścił wzrok.
- tobie…wam nigdy nie zrobię krzywdy. Czy nadal chcesz za mnie…
- chcę. Bo musimy coś pielęgnować, pamiętasz?
Wzięłam jego twarz w dłonie i podniosłam do góry.
Uśmiechnął się delikatnie.
- pamiętam…ale teraz chodź…musimy jechać.
Złapał mnie za rękę.
Wsiedliśmy do czarnego terenowego samochodu.
- żegnaj Panamo? – zapytałam przytulając się do Jamesa
- jeszcze nie teraz…
- chcę znowu zobaczyć moich braci – szepnęłam
James spojrzał mi prosto w oczy i chwycił mocno za rękę.
- to może postaraj się zasnąć…
A słońce delikatnie muskało moją twarz gdy mijaliśmy bramę starego panamskiego cmentarza.
_________________ "Everyone has a story to tell" - Chris Vance
Żyję w myśl własnej zasady – „Bądź oryginalny, bądź widoczny”
Tanira- cudowne xD strasznie podobał mi się fragm. o Aniele^^
_________________
Hello Mrs. Hollander! They say a good woman is hard to find. Well that's true you must be a very, very, very good.
Don't be afraid. Teddy's home.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach