Wiek: 21 Dołączyła: 27 Sie 2007 Posty: 3253 Skąd: from Stata Mind ^^
Wysłany: 2008-01-20, 21:02
ach ten mój dar przekonywania ;* ^^ xD
-Cholera- zaklęłam po cichu- tego już za wiele- dodałam ze ściśniętym gardłem, pociągając nosem.
Po akcji, która miała miejsce przed chwilą miałam już serdecznie dosyć całego towarzystwa i ruszyłam pospiesznie do kuchni, starając się jak mogłam żeby Alex nie zauważył spływającej po moim policzku łzy.
Byłam zdruzgotana a serce waliło mi jak oszalałe.
To miał być CHOLERNIE miły wieczór z CHOLERNĄ butelką Malibu i CHOLERNIE niezdrowym żarciem! I co z tego wyszło?! Kolejna kłótnia moich przyjaciół!
Nie chciałam, żeby wiedzieli, jak to wszystko przeżywam. Przecież to zawsze ja byłam ta twarda. Kobieta z nerwami ze stali...z takim mężem można dojść do perfekcji w ukrywaniu tego, co się czuje naprawdę.
Zatrzasnęłam za sobą drzwi aż zadrżały szyby i szarpnęłam zasłonki tak, by zakrykły widok na mieszkanie, z którego właśnie uciekłam...
Dałam nogę.
Biorąc kilka głębokich wdechów i wyciągając z szuflady paczkę chusteczek, podeszłam do okna.
Termometr wskazywał tylko 3 stopnie ciepła, ale to i tak nie przeszkodziło mi to w otwarciu okna na całą szerokośc. Przez moment wpatrywałam się w rozgwieżdżone niebo, łapiąc głeboko zimne powietrze a po chwili wskoczyłam na parapet, jak to miałam w zwyczaju robić i usadowiłam się wygodnie opierając głowę o ścianę .
Widok z 8 piętra zapierał dech w piersiach...może to nie Manhatan i nie Nowy Jork, ale ja i tak uwielbiałam przesiadywać tutaj wieczorami, kiedy Alex nie wrócił jeszcze z pracy. Sama ze swoimi myślami...Migoczące w dole swiatełka przejeżdżających samochodów zdawały się tak odległe...że aż nie realne...
Moją uwagę przykuł wielki czerwony neon z napisem PIZZERIA. Hmmm...dlaczego nigdy wcześniej go nie zauważyłam...nagle drzwi małego budyneczku otworzyły się a zza nich wyłonił się młody, tak mi się wydaje, mężczyzna w niebieskim fartuchu, najwidoczniej wyrzucający resztki jedzenia dla kotów, koło śmietnika.
Spojrzał w górę, tak jakby wyczuwał moją obecność i...pomachał! Czując się najnormalniej w świecie głupio, odmachałam facetowi stojącemu 8 pięter niżej ode mnie, którego na dodatek widziałam po raz pierwszy na oczy! W sumie można powiedzieć, że widziałam...
Zresztą z tego co dostrzegłam z takiej wysokości, mogę szczerze powiedzieć, że jest zupełnie nie w moim typie. Przecierając chusteczką załzawione oczy odprowadziłam go wzrokiem, nie odrywając oczu od nieznajomego, do momentu, kiedy zatrzasnęły się za nim odrapane, drewniane drzwi.
Mroźne powietrze zaczynało powoli robić swoje. Po jakichś dziesięciu minutach, szczękałam z zimna zębami, próbując rozgrzać zlodowaciałe już ręce, mowy jednak nie było, żebym wyszła stąd pierwsza. Oprócz resztek makaronu, które niefortunnie miały okazję znaleźć się na naszym fantastycznym, puchatym dywanie, nic więcej nie nawywijałam...
No może oprócz tych drzwi...od windy, które się trochę..ehm...obluzowały...
Nucąc pod nosem kawałek mojej ukochanej, niezwykle jednak dołującej piosenki, nie dosłyszałam nawet, kiedy rozsunęły się drzwi do kuchni i stanął w nich Alex, który podobnie jak ja zdąrzył juz wytrzeźwieć.
Uparcie odwróciłam głowę w drugą stronę i wyciągnęłam z pudełka kolejną chusteczkę, w którą nie zwracając uwagi na Alexa, bezceremonialnie wydmuchałam nos.
-Kochanie...- zaczął cicho, jednak zaraz zamknął usta, kiedy zobaczył unoszący się w powietrzu obłoczek pary.
-Cholera- zaklął, nie zniżając tym razem głosu- Tu jest jak w pieprzonej lodówce! Złaź stamtąd natychmiast!- powiedział głosem nie znoszącym sprzeciwu.
-Chrzań się- pomyslałam- zastraszać możesz swoich podwładnych, ale na pewno nie mnie.
Widząc mój wyraz twarzy jego wzrok złagodniał. Zdjął marynarkę i po chwili był już przy mnie, okrył mnie nią jak kocem i wziął na ręce, jedną ręką przytrzymując a drugą zamykając szczelnie okno i podkręcając ogrzewanie na maxa.
-Wariatka- mruknął na tyle głośno, żebym usłyszała. Gdyby nie było mi tak cholernie zimno i miała sprawne ręce już by tego pożałował.
-Jaassneee, postaww mmmnnnie bo się przeprzedźwigaszzz- powiedziałam, szczękając.
-Bardzo śmieszne-wymamrotał ironicznie, próbując ukryć uśmiech- Idziemy stąd, jeszcze chwila i się rozłożysz.
Ledwo skończył a ja nie mogąc powstrzymać impulsu kichnęłam mu...prosto w twarz.
Próbowałam przeprosić z kamiennym wyrazem twarzy, jednak moje starania spełzły na niczym, bo po chwili chichotałam już niekontrolowanie, próbując wydostać się z jego morderczego uścisku
-Daj mi spokój! Puszczaj mnie!- wrzeszczałam w niebogłosy, kiedy tylko mogłam złapać powietrze między kolejnymi atakami śmiechu.
-Won stąd! Już!
Zdąrzyłam już prawie zapomnieć dlaczego, siedziałam w tym zimnie ponad 15 minut, kiedy pchana do drzwi przez Alexa stanęłam jak wryta,
-Nie ma mowy. Nie pójdę tam.
Odetchnął tylko głośno i wymijając mnie rozsunął drzwi. Moim oczom ukazała się istna sielanka!
Na kanapie siedział Teddy z kotem śpiącym mu przy nogach (!), całkowicie już wyluzowany a obok leżała z głową na jego kolanach, drzemiąca Ann.
Na moich ustach ponownie zagościł uśmiech, kiedy zdałam sobie sprawę, że sytuacja kryzysowa została zażegnana.
-Nati!- krzyknął Teddy, zrywając się na nogi, przy okazji włażąc mojemu, niczego nie spodziewającemu się kotu na ogon. Dało się słyszeć głośne miauczenie, i Pysiek wystrzelił jak z procy, prosto do drzwi wyjściowych, które były jakimś cudem otwarte!
-Theodor do jasnej cholery! TY BURAKU! Nie zamknąłeś za sobą drzwi!- krzyknęłam przez ramię do zdezorientowanego nieco Teddy'ego i rzuciłam się do wyjścia,
Za mną biegł Alex drąc się, że "na klatce jest zimno" i że, "w końcu się dorobię".
Nikt niestety nie zwrócił uwagi na naburmuszoną i na dobre juz rozbudzoną Ann, która siedziała na kanapie, rozmasowując sobie szyję, i łypiąc na nas wściekle. Jej wzrok mówił tylko jedno: "Gdybym miała kałasza, skosiłabym was z serii."
Biegliśmy korytarzem, a Teddy, który był za mną włączał po kolei światła. Nagle zza zakrętu dało się słyszeć przeraźliwe miauczenie i trzask drzwi...
-Winda!!!- ryknęłam- Alex, biegnij na górę i spróbuj ją jakoś zatrzymać!
-Ale...
-Słuchaj Mahone- warknęłam , łapiąc go ze złością za kołnierz i przyciągając do siebie...deja vu...- Jeżeli MÓJ kot skończy dzisiaj jak MÓJ kwiatek, to TY mi za to zapłacisz!
-Teddy. Za mną- powiedziałam głosem nie znoszącym sprzeciwu. Alex rzucił się na schody prowadzące na górę, a my w kierunku nieszczęsnej windy.
-Zrób coś!
-Ale co?!
-Nie wiem! Cokolwiek! Wyciągnij go jakoś!
Teddy niestety potraktował to zbyt dosłownie, łapiąc mojego znerwicowanego do granic możliwości kota za ogon, w ten sposób jeszcze bardziej pogarszając sprawę.
Zaczęliśmy więc na siłę otwierać drzwi, które, jak na złość, ani drgnęły.
Niespodziewanie zza zakrętu wyjawiła się Ann, idąc spokojnym krokiem, opatulona w mój szlafrok.
-Ann pomóż nam!- nie widząc żadnej reakcji, dodałam- Co cię ugryzło!
Moja cholerna przyjaciółka, nie robiąc sobie nic z moich jęków i błagań ziewnęła szeroko, zakrywając usta ręką, na której widniało sporej wielkości ugryzienie ^^.
-TO- wskazała spokojnie palcem na wystający ogon, drącego się w niebogłosy kota.
Na litość boską czy ten dzień się skończy!
Moje pełne rozpaczy jęki przerwały huki dochodzące z wnętrza windy, głośne prychnięcie Pyśka i nie pierwsze już tego wieczoru przekleństwa Męża...
Po chwili drzwi się otworzyły i wyszedł z nich potargany i zmordowany Alex, trzymając za sierść kota, jak najdalej od siebie, z zakrwawioną ręką przy ustach.
-Pieprzony! Uchlał mnie!
-No już dobrze kochanie...chodź do mnie...- wymruczałam zbliżając się do niego i biorąc na ręce kota, drapiąc go za uchem i tuląc w ramionach.
Alex spojrzał na mnie z wyrzutem, opuszczają rekę miał już rzucić jakiś podły komentarz, jednak ja go uprzedziłam, kładąc mu palec na ustach.
-Ćśś...żartowałam tylko- szepnęłam, puszczajc zalotnie oko
-No chodź Mahone, opatrzymy to- powiedziałam łagodnie, biorąc go delikatnie za rękę.
Wszyscy razem poczłapaliśmy zmordowani z powrotem do mieszkania...
_________________ Wiewiórka o oczach Włocha
i ruchach wariata...
____________________________________________
Wsio by Whistlerowa ;*
Siedziałam spokojnie na kanapie gdy wpadli do pokoju.
-Chyba jutro impreza będzie u nas…- powiedziałam i miałam cień nadziei, że się nie zgodzą…ale jednak.
-O tak to wspaniały pomysł! – krzyknęła Natalia.
I ciągnąc mnie za rekę darła mi się do ucha
-Muszę z Tobą pogadać! A wy tu siedźcie! Zaraz wrócimy!
Wepchnęła mnie do wyziębionego pokoju i zamknęła za sobą drzwi.
-Siadaj! Muszę ci o czymś powiedzieć – w jej ustach zabrzmiało to jak rozkaz.
- Widziałam faceta – wysapała po chwili.
Taaa…ja wiedziałam, że z nią jest coś nie tak ale nie myślałąm, że stadium choroby jest tak daleko posunięte. Patrzyłam na nią jak na kosmitkę ale ona zdawała się mówić całkiem poważnie.
-Tak, mów dalej…powiedz co ci leży na sercu – chwyciłam ją czule za rekę
-Och Boże, sama zobacz – szarpnęła mnie za ramię, otworzyła okno i kazała patrzeć w strone pizzerii.
Pizzeria…no tak…ta sama, która widziałam wcześniej. Nic nadzwyczajnego.
- eeeeee
- No patrz! – wrzasnęła.
Podobno z wariatami się nie wolno kłócić więc oparłam głowę i patrzyłam. Nagle podniosłam ją jakbym się oparzyła. Przed wejściem pizzerii krzątał się mężczyzna, którego nie zauważyłam wcześniej.
-Ciekawe co robi o tej godzinie? – pomyślałam – O Boże a jeśli to jakiś morderczy psychopata, który chce nas wszystkich pozabijać?!
Patrzyłam jednak na niego z nieukrywaną ciekawością i coraz bardziej narastającą chęcią poznania go bliżej.
-Wiem co myślisz kobieto – odezwała się nagle zza moich pleców Nati – ale masz męża, którego kochasz. HALO! ZIEMIA! No i klops odleciała – dodała zrezygnowana.
Przez cały czas byłam skupiona na tym facecie. Nic do mnie nie docierało. Po chwili koleś odwrócił się i dostrzegłam, że trzyma na rękach małego kociaka, który trząsł się z zimna. Uśmiechnęłam się sama do siebie. W pewnej chwili on podniósł głowę i nasze spojrzenia się skrzyżowały. Uśmiechnął się delikatnie i wszedł z kociakiem do pizzerii.
Miałam oczy jak 5 złotówki. Ten jego zarost, te oczy, ten uśmiech…Pogrążona w marzeniach odwróciłam się i runęłam jak długa potykając się o nogi Nati.
- Czyś ty zgłupiała! – wydarłam się siedząc na podłodze.
-Mogłam ci go nie pokazywać. Wiedziałam, że tak zareagujesz. Masz męża!
-Oj skończ już z tym mężem…ty zawsze musisz psuć taką piekną chwilę
Tym razem to ona patrzyła na mnie jak na przybysza z innej planety. Westchnęła ciężko i wyszła z pokoju zostawiając mnie sama z marzeniami o tym cudownym facecie.
- Trzeba wynieść śmieci! – usłyszałam z kuchni głos Alexa.
Zerwałam się na równe nogi i pognałam do kuchni.
-Ja to zrobię bardzo chętnie – wyszarpnęłam mu worek ze śmieciami.
Alex spojrzał na Nati, której spojrzenie mówiło „ Nie patrz na mnie ja nic nie wiem „
Z uśmiechem na ustach zarzuciłam kurtkę i udałam się w strone śmietnika.
„Oby był oby był” powtarzałam w myślach. Nie na darmo wygrzebałam się z ciepłego mieszkania. Stanęłam przy kontenerze i wywaliłam worek.
-Cholera bardzo romantycznie nie ma co – szepnęłam, odwróciłam się na pięcie i zaryłam w coś miękkiego.
-Przepraszam najmocniej – wyszeptał ON i rzucił się żeby pozbierać śmieci, które wypadły mu z worka.
-Nie no…nic się nie stało to ja przepraszam – uśmiechnęłam się promiennie.
Wstał, otrzepał się ze śniegu i podał mi rękę.
- jestem James – odparł z równie uroczym uśmiechem
- James…a ja Ann. Miło mi poznać
-To ty patrzyłaś na mnie tam z okna? Uśmiechnął się jeszcze szerzej.
Zrobiłam się czerwona na twarzy ze wstydu i nie wiedziałąm co odpowiedzieć. Uśmiech nie znikał z jego twarzy.
-To może zaprosze cię na herbatę? W końcu jest tak zimno…- rzucił nagle.
Moje oczy znowu zamieniły się w wielkie pięciozłotówki by po chwili zmienić się w dwa grosze.
Natalia…maszerowała ku mnie krokiem jakby chciała mnie zabić.
-Wiesz co James może wpadne jutro. Pogadamy, poznamy się. Wiesz muszę opiekować się kuzynką, która jest nie zabardzo ten tego…- wskazałam wzrokiem na nadchodzącą Natalię.
- aaa rozumiem. No to w takim razie do jutra – uśmiechnął się promiennie na koniec i odszedł.
- CZYŚ TY OCIPIAŁA! – darła się na pól osiedła moja kumpela – JA WIEDZIAŁAM ŻE BĘDZIESZ Z NIM GADAĆ NO WIEDZIAŁAM!!!!
Szarpnęła mnie za ramię i wysyczała ze złością w oczach
-Do domu.
Chcąc nie chcąc poszłam z nią co chwila zerkając na drzwi pizzerii.
-Ja ci go wybije z głowy tak samo jak ci go wbiłam – powiedziała z przekąsem – Głupia ja głupia.
Wepchnęła mnie do windy i wcisnęła „8”. Starałam się nie patrzeć jej w oczy ale po chwili wybuchnęłam. Nie mogłam dłużej znieść jej przenikliwego spojrzenia.
-No nie moja wina, że mi się podoba! Zauroczyłam się…
Nati przywarła do ściany tak jakby winda miala się zaraz złożyć jak domek z kart i zrobiła wielkie oczy
-Nie może być - wyszeptała.
_________________ "Everyone has a story to tell" - Chris Vance
skądś wiedziałem co za facet wyrzuca śmieci... skad? moze stad ze Tanira tylko jedna osobe tak potrafi opisywac, tak............................. uczuciowo
cudo^^ ale jak można odkochać się w Alexie? *marzy*
_________________
Hello Mrs. Hollander! They say a good woman is hard to find. Well that's true you must be a very, very, very good.
Don't be afraid. Teddy's home.
Gość
Wysłany: 2008-01-21, 00:16
hyhy ^^ musiałabym dać tyle cytatów, że aż mi się nie chce xD powiem tylko, że biedny kot, uroczy Żejms i cudowny Alex ^^
raz z perspektywy Natalii, a raz z Ann - super!
skądś wiedziałem co za facet wyrzuca śmieci... skad? moze stad ze Tanira tylko jedna osobe tak potrafi opisywac, tak............................. uczuciowo
tylko jego ^^
ciesze sie ze wam sie podoba :*
_________________ "Everyone has a story to tell" - Chris Vance
to tanira odkochała sie w Teddym oczywiście przerzucajac swoje uczucia na Żejmsa jak go tu zgrabnie wppeciono w te wydarzenia... nie no..cudo
* biedny kotecek
_________________ "Jeśli ktoś prosi nas o pomoc, to znaczy że jesteśmy jeszcze coś warci "
z powodu braku kompa wrzucam część Nati za Nati xD
Kiedy drzwi od windy, ledwo już trzymające się na...na tym na czym drzwi od windy zwykle się trzymają, rozsunęły się powoli, skrzypiąc niemiłosiernie, poczłapałam po omacku nieoświetlonym korytarzem w stronę mojego mieszkania.
Zdałam sobie sprawę, że chyba do końca życia się nie rozgrzeję. Po raz kolejny wybiegłam na dwór nie zakładając płaszcza albo chociażby głupiego szalika, nie wspominając już o tym, co wyczyniałam przy oknie w kuchni. Teraz jest tam tak zimno, że możemy przynieść trochę śniegu i ulepić bałwana.
-APSIK!Aaa... zaczęło się...Alex miał rację...- pomyślałam z rozpaczą, wyjmując z kieszeni, wymietą i nie nadającą się do niczego chusteczkę.
-Świetnie...jeszcze jakieś niespodzianki...
-Na zdrowie- powiedziała nieśmiało Ann.
-Ty się lepiej nie odzywaj!- rzuciłam przez ramię ze złością- Wystarczy mi atrakcji jak na jeden wieczór.
-Ale...
Nie dałam jej dokończyć, odwracając sie w miejscu, spojrzałam jej prosto w oczy i widząc jej zgnębiony wzrok w jednej chwili zdałam sobie sprawę, że moje nerwy i tak nic nie dadzą, może poza jeszcze większym bólem głowy.
-Naprawde chcesz to zrobić?
Ann spuściła głowę, nie odpowiadając od razu na moje pytanie. Nagle poczułam się wszystkiemu winna...
Po co pokazywałam jej tego przeklętego faceta! Przecież wiedziałam, że jest dokładnie w jej typie...Co ja sobie w ogóle myślałam! A Teddy? Co z Teddym...Nie może się niczego dowiedzieć, to złamałoby mu serce...Jest jaki jest, ale jedno można mu przyznać... Szczerze kocha Ann i oddałby za nią wszystko. A teraz mam...mamy przed nim kłamać? Zawiązywać jakiś spisek? Co zrobi Alex, kiedy się dowie...jak mi później zaufa...
W końcu Teddy to jeden z jego najlepszych kumpli, a znając dobrze jego charakter, to wielu ich nie ma. Nie licząc kolegów z biura, którzy zrobiliby wszystko,łącznie z podłożeniem nogi "przyjacielowi", żeby tylko dostać awans.
Nie czekając na jej odpowiedź, zadałam kolejne pytanie:
-Na pewno...- z trudem przechodziło mi to przez gardło- Na pewno chcesz się z nim spotkać?- wychrypiałam w końcu, odgarniając z czoła niesforny kosmyk i świdrując ją wzrokiem.
Podświadomie miałam nadzieję, że odpowie nie.
-Tak.
Ledwo dosłyszałam jej odpowiedź.
-Ale to będzie tylko przyjacielskie spotkanie! Obiecuję! Możesz nawet pójść razem ze mną! Będziesz miała na wszystko oko! I stawiam pizze oczywiście!- wybuchnęła w końcu wyrzucając z siebie słowa jak z karabinu i nieświadomie wywołując coraz wiekszy uśmiech na mojej twarzy.
-Ok ok, wyluzuj!Ja cię nie wydam, ale pamiętaj- pogroziłam jej palcem- Bez przesady- dodałam, mrużąc oczy.
-Tak naprawdę to przekonała mnie ta pizza- powiedziałam cicho, biorąc ją pod ramię i raźno prowadząc do upragnionego, cieplutkiego mieszkanka.
I do Alexa.
2.30, noc
Tym razem, to ja dla odmiany, siedziałam naburmuszona na kanapie, czując się fatalnie i nie mając ochoty na kolejny kieliszek "niebieskiego napoju szatana". Było mi potwornie niedobrze, zawsze miałam słabą głowę, i co chwilę pociagałam nosem, patrząc krzywo na Alexa, który w najlepsze dopijał trzecią z rzędu puszkę piwa i zupełnie nie przejmował się zarówno moim fizycznym jak i psychicznym stanem zdrowia.
Ma jakieś problemy w pracy, które próbuje utopić w alkoholu?
Mógłby najzwyczajniej w świecie zwierzyć mi się. Zawsze miałam dla niego jakąś oryginalną, kobiecą radę, która pomagała rozwiązać chociaż część jego problemów. Przynajmniej sam mi tak mówił...Ten jego cholerny introwertyzm.
-Pfff- prychnęłam z dezaprobatą, przenosząc wzrok na Teddy'ego,stojącego na balkonie i uparcie próbującego nawiązać kontakt z gołębiem, który dziobał spokojnie ziarenka, jakie wysypałam dzisiaj rano, nic sobie nie robiąc z machającego rękoma, tlenionego blond- wariata.
Ann już od godziny sterczała w mojej kuchni, z nosem przyklejonym do szyby, jakby od długości gapienia się ciągle w ten sam punkt, nagrodą miał być sam James Whistler.
Po wejściu do mieszkania, nie pisnęłyśmy ani słówka o incydencie jaki miał miejsce przy pizzerii, i dzięki Bogu ani Alex ani Teddy, nie pytali się co robiłyśmy tyle czasu tam, na dole.
-Pustki w lodówce- powiedział Alex, jak tylko zdąrzyłam usiąść w fotelu z rękami na przyjemnie cieplutkim grzejniku.
-Hę?
-W lodówce mamy jedynie światło, dzięki tamtemu żarłokowi- powtórzył, wskazując dyskretnie na Teddy'ego. Zaśmiałam sie po cichu, zakrywając ręką usta.
-Ćśś- zachichotałam jak nastolatka ^^
-Może byśmy tak zamówili pizze?
NIE!- krzyknęłam w momencie kiedy Ann wykrzykiwała TAK z rumieńcem na policzkach i błyszczącymi oczyma. Cholera, ale się porobiło.
-Spokojnie! Mogę zrobić coś sam!- powiedział nieco zdziwony naszą reakcją Alex i poszedł do lodówki, triumfalnie wyciągając z niej 2 puszki piwa i natychmiastowo rzucając jedną z nich Teddy'emu.
-Widzisz? Jak się chce, to zawsze się coś znajdzie-mruknął mi do ucha w wyraźnie już lepszym humorze i całując lekko w policzek zniknął jak naszybciej z mojego pola widzenia,
Nie miałam najmniejszej ochoty na kolejną kłótnię , więc wolałam się nie odzywać, ale chyba skoczyło mi ciśnienie, bo w głowie zaczęło mi szumieć z wściekłości.
-Jak tak dalej pójdzie, to wyhoduję sobie męża- alkoholika!
Od tej pory Ann, nadąsana na mnie za tą pizze, nie wychodziła z kuchni.
Ech...przynajmniej ogrzewanie zaczęło działać i nie było tam tak przeraźliwie zimno.
-Hej.
Potrząsnęłam głową i wyrywając się ze swoich myśli spojrzałam w górę.
Ann.
-Hej. Już ci przeszło?
-Taaa...Jest taki mróz, że całe okna zrobiły się białe i nic nie widać...
Przewróciłam oczami, posuwając się na kanapie i robiąc jej miejsce.
-Chyba czas zakończyć ten cyrk- mruknęłam wskazując głową na Tedzia, który właśnie ze łzami w oczach żegnał odlatującego gołębia i Alexa, który znów zdawał się zagrażać moim cennym kwiatkom..
-Yhym- odmruknęła Ann, której zaczynały juz zamykać się oczy.
Spojrzałam na nią kątem oka.
-Idę po Alexa- odparłam podnosząc się z kanapy. z obowiązkową paczką chusteczek w ręku- A ty zajmij się swoim ptaszkiem, zanim ci odleci- kiwnęłam głową w stronę Teddy'ego, który właśnie właził na barierkę, próbując zapewne gonić swojego gołębia.
-Teddy!- wrzasnęła całkowicie już rozbudzona Ann, rzucając się w jego stronę.
Wzniosłam oczy do nieba oczekując jakiegokolwiek zbawienia...niestety, sama musiałam sobie poradzić z całym tym bajzlem, a co najważniejsze zaciągnąć Alexa do łóżka.
Przeczesując palcami włosy, podeszłam powoli do siedzącego już teraz pod ścianą i drzemiącego w najlepsze męża.
-Alex...Alex!- powiedziałam trochę głośniej, na co on tylko mruknął coś przez sen, nie otwierając oczu.
Panie daj mi cierpliwość.
-Alex!-krzyknęłam mu prosto do ucha, co nareszcie poskutkowało.
-Kochanie, co ty tu robisz?
-Że co?
-Co robisz w moim biurze.
Ja chyba musiałam kogoś zabić w poprzednim wcieleniu.
-Alex, jesteśmy w domu, jest 3 w nocy i jestem zmęczona. To był ostatni raz, kiedy pozwoliłam ci się tak spić! A teraz idziemy spać, bo ja padam z nóg a ty masz jeszcze 5 godzin, żeby wytrzeźwieć i jednocześnie się wyspać. I D Z I E M Y- tłumaczyłam powoli, jak małemu dziecku, które nie wiedziało jak się posługiwać szpadelkiem w piaskownicy.
Jakimś cudem znaleźliśmy się w końcu w sypialni, w której Alex legł jak długi w ubraniu, na łóżko tracąc już całkowicie kontakt ze światem. Zdjęłam mu marynarkę i krawat a sama ułożyłam się wygodnie koło niego przytulając się mocno i przykrywając szczelnie cieplutką kołdrą.
Ostatnia myśl jaka kołatała mi się w głowie zanim odpłynęlam, to czy Ann dała sobie jakoś radę z Teddym...
i teraz Ja xD
Zaprowadziłam tego mojego bardzo już znużonego różnymi napojami alkoholowymi męża do łóżka. Zasnął jak dziecko jednak ja nie mogłam spać…
- Co ja robię…- myślałam.
I te mysli nie pozwoliły mi zasnąć…Jakoś inaczej patrzyłam na Teddy’ego. W moich oczach nie było już tego samego żaru co kiedyś. Nie mogłam tego dłużej wytrzymać. Wstałam z łóżka, zarzuciłam na siebie szlafrok i poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie mocną, gorącą herbatę. O tak tego mi było trzeba. Podeszłam do okna. Przez moment wydawało mi się, że James znowu stoi przed budynkiem.
- Jest 4 nad ranem – usłyszałam za sobą cichy i zaspany głos Nati – wątpię żeby o tej godzinie już pracował. Z tymi słowami usadowiła się wygodnie na taborecie i wzrokiem błagała o kubek gorącej herbaty. Wręczając jej śliczny różowy kubek i zapytałam z wyraźną ciekawością o powód dlaczego nie jest o tej godzinie w łóżku z mężem.
Spojrzała na mnie wzrokiem mordercy.
- Z tego samego powodu kochana co ty. Nie mogę spać tylko myślę o tym dupku koło śmietnika – wyrzuciła z siebie jakby to był jakiś wielki ciężar ale widząc mój wzrok natychmiat zmieniła swój ton
–No dobra tego twojego amanta z pizzerii. Na pewno tego chcesz?
-Pytasz mi się już chyba setny raz. Gdybym tego nie chciała nie złaziłabym tam wczoraj.
-A co jeśli potoczy się to w zupełnie innym kierunku? Zastanawiałaś się nad tym?
Milczałam…Miałam pustke w głowie i nie wiedziałam co mam odpowiedzieć.
-Dziewczyno co ja z tobą mam…wiesz co napijmy się…
Wstałam żeby dolać jej herbaty ale ona zatrzymała mnie słowami
-Nie kochana nie tego.
Odwróciłam się i zobaczyłam na jej twarzy ogromny uśmiech. Chwyciła mnie za rękę i zaciągnęła do pokoju. Otworzyła barek i wyjęła ogromną butelkę koniaku.
- Alex dostał to z jakiejś tam okazji w biurze – w jej oczach zapaliły się iskierki radości – więc możemy to wypić – rzuciła z ogromnym uśmiechem.
Po paru kieliszkach byłam już nieźle wstawiona. Nati opowiadała o technikach seksualnych jakie stosują z mężem a ja z wypiekami na policzkach od alkoholu słuchałam jej wywodów.
-Wiesz co – przerwałam jej w końcu
-eeeeee ale co?
-Ja go kocham
Patrzyła na mnie troche mętnym wzrokiem, ale kojarzyła fakty
-Znaczy tego tam Jamesa tak? To dobrze…- bełkotała – to bardzo dobrze. Musi być jakieś urozmaicenie. MUSI BYĆ! – wydarła się na pół domu
Zaczęłyśmy rechotać jak chore psychicznie.
-Ale widziałaś jego klate przez tą obcisłą koszulkę? – rzuciła Nati w przerwie między nastepną fazą śmiechu a wylądowaniem na ziemi.
-Będzie moja zobaczysz – z tymi słowami wylądowałam obok niej obijając sobie niezle tyłek
-Tak wiem…masz tu nalej sobie jeszcze – rzuciła mi pustą już butelkę
-Ale tu już nic nie ma – powiedziałam z wyrzutem w głosie.
-Nie przejmuj się lej! – darła się coraz głosniej
Nie pamiętam już kiedy mnie znużyło…Obudziłam się z potwornym bólem głowy i pierwszym obrazem (trochę może zamazanym) był Alex.
-Czy wyście oszalały!!!!!!!! – darł się w niebogłosy
- Alex cihcooooo…cichoooo proszę cię…..
- NIE!!!! NATALIA WSTAWAJ!!!!! JUŻ PRAWIE 13!!!!!!
- Co?! – od razu wytrzeźwiałam. Przypomniałam sobie o moim spotkaniu z Jamesem.
Zaczęłam szarpać Nati.
-Wstawaj musimy iść! – darłam się na cały głos.
-Gdzie? – wytrzeszczył oczy Alex.
Spojrzałam na niego z wyrzutem
-Do sklepu. Jest promocja na ciuchy! Muszę jakoś wyglądać! Natalia wstawaj!
Była nieprzytomna. Za nic nie mogłam jej dobudzić. Poszłam do łazienki żeby się troche ogarnąć. Ubrałam się, pomalowałam. Spojrzałam w lustro i szepnęłam do siebie, że to tylko jeden raz. Chyba sama nie wiedziałam co mówie.
-Ulala – wyszeptał Alex, który siedział w kuchni razem z Teddy’m – wygladasz jakbyś szła na randkę.
-Zamknij się – rzuciłam i zniknęłam za drzwiami.
Na dworze było cholernie zimno. Nie miałam zupełnie wyrzutów sumienia z powodu spotkania z Jamesem. A powinnam mieć? Nie. Nie robię nic złego. To tylko przyjacielskie spotkanie…
Weszłam do wypełnionej cudownym ciepłem pizzerii i od razu uderzył mnie przyjemny zapach, który spowodował, że trochę zgłodniałam…Spojrzałam na zegar, który wisiał na ślicznie przyozdobionej ścianie. Dochodziła 16. Wytrzeszczyłam oczy ze zdziwienia. Nie możliwe żebym tak długo się szykowała…a jednak…
Podeszłam do lady i zapytałam faceta, który zamiatał podłogę o Jamesa.
-A tak…już go wołam. Niech pani usiądzie tam w rogu. Kazał zamówic stolik – uśmiechnął się i wskazał dłonią lożę w koncie. Odwzajemniłam uśmiech i pomaszerowałąm w strone wyznaczonego miejsca. Zdjęłam kurtkę i czekałam.
Patrzyłam jak uroczy płomień świeczki, która stała na stoliku, skacze we wszystkie strony i rzuca fantastyczne wzorki na ścianę.
-Już myślałem, że nie przyjdziesz – odezwał się bardzo męski głos
Mój wzrok powędrował w górę. Był jeszcze przystojniejszy niż mi się wczesniej wydawało. Uśmiechnęłam się gdy usiadł naprzeciwko mnie. Świeczka oświetlała delikatnie jego twarz. A w jego oczach mieniło się tysiące iskier. Oczy miał przepiekne…
-Przyszłam…- szepnęłam
-Bardzo się cieszę z tego powodu. – uśmiechnał się szarmancko – opowiesz mi coś o sobie czy najpierw cos zjemy?
Po kolacji i po kolejnym kieliszku wina rozmawialiśmy tak swobodnie jakbyśmy znali się wieki. Wydawało mi się, że jest idealny. Nie. Nie wydawało mi się. On taki był. Był taki jakiego można sobie tylko wymarzyć. Był ideałem. Nawet nie zauważyłam gdy chwycił mnie za rekę. Zupełnie mi to nie przeszkadzało. Zapomniałam, że mam kogoś. Że jestem z kims związana. Zapomniałam o Natalii. Zapomniałam o całym świecie. Liczył się tylko on.
-Pójdziemy na spacer? A może na łyżwy? – zaproponował
-O nie…na żadne łyżwy – uśmiechnęłam się promiennie – ale spaceru nie odmówię.
Gdy wychodziliśmy ukradkiem spojrzałam na zegarek. Dochodziła 20.
Świeże, mroźne powietrze uderzyło mnie w twarz. Chyba się naprawdę zakochałam. Ale nic nie mogłam na to poradzić. To było silniejsze ode mnie. Może to przez rutynę? Nie wiem. Wiem, że w tej chwili było wspaniale. Szliśmy przed siebie, zupełnie nie zastanawiając się dokąd. W pewnej chwili poczułam jak James mnie obejmuje.
-Mogę? – zapytał zmieszany
Kiwnęłam głową na znak, że się zgadzam. Świat wydawała mi się taki piękny. Jakbym narodziła się na nowo. Staliśmy na moście z którego było widac doskonale śliczne, bogate w gwiazdy niebo. Poczułam, że James wertuje mnie wzrokiem coraz bardziej. Spojrzałam mu głęboko w oczy i sama nie wiem
dlaczego zaczęliśmy się całować. W górze światło gwiazd, w dole hałas miast….
_________________ "Everyone has a story to tell" - Chris Vance
Ostatnio zmieniony przez Tanira 2008-01-21, 19:54, w całości zmieniany 1 raz
no no no, ładnie sobie tu poczynacie xD śmieszne to i takie pięęękne ^^ strasznie podoba mi się duet Nati/pijany Alex xD a Ann znowu zostawi Tedzia dla Jemsa.. no ja nie wiem xD
wlasnie... cos z nia nie tak^^ w obu zyciach tego samego dla tego samego zostaiwa xD sloooodkiooooo sie zrobilo, pewnie natalia to widziala z okna (ten most^^)