Nie prawda, Linc nie jest taki zły. Jak chce to pomyśli. Chociażby ta ucieczka.
Jak się ładnie ubierze to nawet przystojny jest.
Po prostu życie mu tak dokopało że stracił wiarę w człowieka dlatego jest nieufny i ostrożny. A scena w której opiekuje się sofią po tym jak została poparzona, świadczy o tym że ma w sobie trochę wrażliwości.
_________________ "WSZYSCY SA INNI, TYLKO JA JESTEM NORMALNA"
gdy ogladałam 1 sezon jakoś mnie nie wciągnęło, jednak pod koniec maniakalnie ogladałam PB. Gdy już zaczął lecieć 2 sezon i dowiedziałam się, że Licoln jest główną postacią, a nie Michael to mnie zatkało. I tu wcale nie chodzi o umiejętności aktora, który swietnie gra, ale o samą postać. To po prostu bezmózgie yeti.
Gdyby nie to bezmózgie YETi jak powiedziałeś nie było by prison break. Może nie jest najpozytywniejsza postacią ale ważną jest. To tak jak w horrorach główną rolę grają bardzo negatywne postacie a i tak je oglądamy.
_________________ "WSZYSCY SA INNI, TYLKO JA JESTEM NORMALNA"
mówie ogólnie o PB. To Linc jest głowną postacią, a nie Michael jak myslałam.
No co prawda to prawda, czasami Lincowi się udaje, ale jednak z yeti łączy go rozwiązywanie problemów siłą. Po co pomysleć, rozważyć wszystkie wyjścia.
nic i nikt nie przekona mnie do tej postaci...jak dla mnie jest beznadziejny.
A argumentowanie jego zachowania w stosunku do Alexa z 12 odc, uczuciami złosci i checi zemsty po smierci jego ojca, jest troche bezsensu... bardziej moglibysmy spodziewac sie takie zachowania po Michaelu, ze wzgledu na to ze jest jednak bardziej uczuciowy i wg mnie berdziej przeył smierc ojca. Ten jednak tak sie nie zachował...bo wiedział w jakiej sa teraz sytuacji... nie to co Linc, miał ochote troszke ujawnic swego bezmózgiego charakteru i dał nam piekny pokaz. Rozumiem ze niektórzy moga to zachowanie w ten sposób usprawiedliwiac ale do mnie takie tłumaczenie zupełnie nie trafia.
_________________
Some things will never change...;*
są efekty napewno - pozytywne i negatywne.
bardzo starał się wykiwać Suzan. Udało mu się tylko z tym magnetofonem, a przez jego nieudaną próbę odbicia Lj i Sary to Sara zginęła.
o matko.. masz rację *wstydzi się za siebie* ale tak jakoś mi się pierwsze co nasunęło po tych ich wspólnych scenach..
A co do Linca, to rozumiem że mu ciężko, że jest zmęczony, że chciałby jak najlepiej, że ciążyła nad nim duża odpowiedzialność, że chciał pomóc bratu.. ja to wszystko rozumiem.
Ale jak można się tak zachowywać..? Gdyby zachowywał się fair, był normalny, starał się współpracować z innymi - patrzylibyśmy na niego zupełnie inaczej.
Wszyscy potrafili się jakoś razem dogadać, a Linc jakby w ogóle nie zważył powagi sytuacji. Chodził nabuzowany jak kogut i patrzył komu by tu nie wpier.. - takie miałam wrażenie^^
Musiał nawet drzeć się 'Sucre' na pełnym morzu do motorówki --' już nie wspominając o zachowaniu na plaży.
Mógłby się trochę opanować, a nie robić z siebie chama.
Ale jedziecie po nim jak ścierą po podłodze!Ale... nalezy mu sie Lincoln to BURAK.Nie znoszę go.I jak w pierwszym sezonie było mi go troche szkoda (te jego smutne minki, takie zrezygnowanie) tak juz w drugim jakby go z zagrody wypuścili!Nie wiem...jak go widzę to nerw mnie chwyta, nerwus i napaleniec, za co by się nie wziął to wszystko spieprzy!Drze sie na wszystkich przy pierwszej lepszej okazji.Jak dla mnie nie wyżyty dzikus!
Jak możecie, może on nie jest tak przystojny jak Michael ale to go nie skreśla. Według mnie jest bardzo barwną postacią. Jakby nie był taki jaki jest to by było nudnie.
_________________ "WSZYSCY SA INNI, TYLKO JA JESTEM NORMALNA"
Ech..Linc to dla mnie dalej też sam beznadziejny egoista dbający tylko o własny tyłek. No i teraz ew. o Sofię... Niedopięta koszula i banan na twarzy...nienawidzę go. Jest taki pusty w środku.
_________________ Rules are rules, remember? If we don't have them, we're savages...
Po tym zakończeniu trochę mnie do siebie przekonał.Tak się miło na serduchu zrobiło jak w końcu miał syna przy sobie, no i zachowanie w stosunku do Sofii i przed muzeum i w szpitalu...serce to on ma napewno większe od mózgu.Trochę mnie zawiódł jego stosunek do Michael'a, rozumiem, że ma już tego wszystkiego dosyć, ma syna i to się dla niego liczy, ale nie miałby go i może nawet by już nie żył gdyby nie Michael.Brat wszystko dla niego poświęcił i to powinno go zobowiazać do pomocy, bez względu na to czy Michael go o to prosił czy nie.Trochę taki samolubny się wydał Tak jakby liczył się tylko on i jego szczeście a tak sie w rodzinie nie postępuje eee
ekhm xD nie no ale tak na serio Sofia bardziej pasuje do Linca. James ją kocha ale wie że ja ranił i nadal by ją ranił gdyby z nim została. On zajmie się swoimi sprawami a ona znajdzie szczescie (szczescie z Whistlerem było pozorne moim zdaniem) u boku Linca. I dobrze. Chociaż miałam nadzieję że ona i James będą razem
_________________ "Everyone has a story to tell" - Chris Vance
tiaa Linc i SOfia pasują do siebie ..w końcu to juz kiedyś było.. tylko jak to sie nawyzało... *myśli* ..a już wiem .. piekna i Bestai.. chyba nie musze tłumaczyc kto jest kim. ...
_________________ "Jeśli ktoś prosi nas o pomoc, to znaczy że jesteśmy jeszcze coś warci "
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach