Wysłany: 2008-03-02, 11:40 Miłość schowana między fiolkami z kwasem acetylosalicylowym.
Dzień zapowiadał się wspaniale.
Słońce witało wszystkich swoimi jasnymi promieniami.
Sean jak co dzień wypił mocną czarną kawę, chwycił swoją kurtkę ze skóry i wyszedł z mieszkania.
Dochodziła 9.
Sean Everleight był chirurgiem w podmiejskim szpitalu.
Jaka była Ann?
Roztrzepana, wesoła brunetka.
Miała 1000 pomysłów na minutę.
Romantyczka, która uwielbiała spisywać swoje myśli na wszystkim na czym się tylko dało.
Nie miała wielu przyjaciół.
Właściwie to nie miała ich wcale.
Była zamknięta w sobie. Nieśmiała.
Liczyły się dla niej tylko kartki, długopis i to czy będzie dziś padać czy nie.
Co łączy tych dwoje?
Na pierwszy rzut oka nic ale gdyby głębiej wniknąć w psychikę obu tych dusz można by rzec, że są prawie identyczne.
- cholerny budzik – szeptała Ann wciągając w pośpiechu dżinsy.
- jeszcze jeden taki numer a przysięgam, że cię rozwalę! – krzyknęła w stronę budzika, który przesuwał niewinnie wskazówki.
Dochodziła 9.
Zamknęła drzwi w pośpiechu i popędziła na uczelnie. Nie mogła się spóźnić na wykład z antropotomii. Kochała biologię jeszcze bardziej niż to pisanie na serwetkach w studenckim bufecie.
Wybiegła na ulicę. Sydney o tej porze dnia zawsze jest zatłoczone. Dziś nie było inaczej. Przechodząc przez ulicę była tak skupiona na tym żeby się nie spóźnić, że nie zauważyła mężczyzny w którego właśnie weszła.
- no nie! – krzyknęła i rzuciła się na ziemię zbierając książki – czy ty nie umiesz chodzić?!
Mężczyzna natychmiast schylił się by jej pomóc.
- przepraszam, ale…- chciał powiedzieć, że to ona w niego weszła ale Ann brutalnie mu przerwała wyrywając z reki książkę.
- nie ma sprawy – syknęła i spojrzała facetowi prosto w oczy.
- miłego dnia życzę – rzuciła na pożegnanie, podniosła się i pobiegła na druga stronę ulicy.
Sean uśmiechnął się delikatnie do siebie. Jego wzrok zatrzymał się na kartce papieru, której dziewczyna nie zabrała. Zapomniał, że znajduje się na środku ulicy w centrum Sydney. Otrzeźwiły go dopiero odgłosy klaksonów i krzyki jakiegoś faceta z ciężarówki, który usilnie chciał mu wmówić, że jest największym kretynem w tej części Australii. Zwinął kartkę i schował do kieszeni ruszając w stronę szpitala.
Zdążyła.
W ostatniej chwili wpadła na salę wykładową i usiadła na swoim stałym miejscu z dala od wszystkich. Starała się skupić na wykładzie jednak coś nie dawało jej spokoju. Spojrzała w stronę okna i usłyszała hałas ulicy. Przypomniała sobie. Ten mężczyzna miał niesamowite oczy. Błękitne. Nie pamiętała nic więcej tylko jego oczy.
- panno Vance?
Ann odwróciła głowę w kierunku wykładowcy.
- zadałem pytanie a nie usłyszałem odpowiedzi.
Czuła na sobie wzrok wszystkich, którzy znajdowali się na sali.
- ja…eeee…przepraszam ale nie słuchałam.
Profesor obrzucił ją groźnym spojrzeniem.
- zostanie pani po zajęciach – rzucił i kontynuował wykład z którego i tak nic nie wiedziała.
Sean też nie był skupiony. Jego myśli uciekały gdzieś w dal.
- co się z tobą dzieje? – zapytała Yvonne, która zaczęła poprawiać po nim źle zawiązany bandaż na nodze pacjenta.
- a co ma się dziać? Wszystko jest w porządku.
Nie było.
Myśli zaprzątała mu dziewczyna, którą spotkał dziś na ulicy.
- zachowujesz się jakbyś się zakochał – szepnęła Von patrząc ukradkiem na Seana.
Nie odpowiedział.
Wszyscy w szpitalu wiedzieli, że Sean jest zatwardziałym kawalerem. Był przystojny i nie mógł narzekać na brak ofert matrymonialnych od pacjentek ale to nie było to. Nigdy z żadną się nie spotkał. Chciał znaleźć dziewczynę, która zrozumie jego zawód. Cudem byłoby gdyby dzieliła jego pasję. Chciał znaleźć kobietę spokojną, która ma poczucie własnej wartości. Rzucił okiem na zegar, który wisiał na ścianie.
13 : 15
- panno Vance nie spodziewałem się tego po pani.
- wiem, ja…
- zapisałem cię na praktyki w szpitalu. Chcesz być lekarzem więc będziesz miała okazję się sprawdzić.
Ann patrzyła na niego jakby nie zrozumiała.
- co?
- od jutra zaczynasz. All Saints General Western Hospital. O 9 masz być na miejscu. A teraz żegnam.
Ann wyszła z sali i zatrzymała się dopiero przy przejściu dla pieszych gdzie dziś rano spotkała niebieskookiego mężczyznę.
- cudownie…- mruknęła ściskając książki i idąc w stronę mieszkania.
- jutro zaczynają się praktyki – powiedział Frank wchodząc do pomieszczenia gdzie lekarze mogli choć na chwilę odpocząć od pracy.
- przychodzi do nas studentka. Podobno jest bardzo zdolna – dodał po chwili.
- tylko nie praktyki – szepnął Jack – mam ich dość. Nie licz na mnie.
- ktoś musi się nią zająć. Pokazać wszystko. Być jej lekarzem prowadzącym i wypisać opinię na koniec. To tylko 3 miesiące.
Po pokoju rozległ się cichy śmiech Jacka.
- ja po ostatnich 3 miesiącach dochodziłem do siebie pół roku.
Wszyscy obecni lekarze popatrzyli po sobie przypominając sobie sytuację gdy praktykant potraktował Jacka elektrowstrząsem.
- to może Sean? – rzuciła z nadzieją w głosie Charlotte – nigdy nie brał udziału w praktykach więc może się sprawdzić.
- nie ja się do tego nie nadaje – szepnął biorąc łyk drugiej dziś kawy.
- oczywiście, że się nadajesz – stwierdził Frank – jutro o 9 masz na nią czekać w recepcji. Wysoka, szczupła brunetka. Zresztą będzie miała identyfikator.
- trzeba uważać bo Sean może się zakochać – szepnął Jack i wybuchnął śmiechem.
- bardzo śmieszne – szepnął Everleight i chwycił za kurtkę.
- tak, tak Sean idź do domu. Musisz się przygotować na jutrzejszy szok – nie dawał za wygraną Jack.
- do jutra – rzucił i wyszedł zarzucając na siebie kurtkę.
A w centrum zaczął się kryzys komunikacyjny mimo wczesnej pory dnia.
waaaa to jest fantastyczne! Autentycznie! Strasznie mi się podobało xD od razu poprawił mi się humor na kolejne pół dnia!
_________________ Pingwiny w genach to mają,
że w eleganckie fraki
codziennie się ubierają.
__________________________________________________
Sygna by Whistlerowa ;*
Ja to wiem, po prostu wiem- pewnego dnia nasza Tanira zgadnie literacką nagrodę Nobla . Zaczynało się od oppwiadań związanych z PB, a skończy się na wielkiej kryminalnej serii powieści.. JA to wiem
o jaaaa swietne, oj widze ze te twoje seanse z AS zostawiły Ci głeboki slad na psychice ze wpadłas na pomysł takiej historii xD
bardzo mi sie podobało, az jestem ciekawa co bedzie dalej
ooo co ja tu widzę...dziękuję :* opowiadanie powstało na podstawie mojego kolejnego snu.
part II
Wcale nie chciała tam iść.
Bała się.
Zwyczajnie się bała.
Chciała być lekarzem. To było jej marzenie od czasów dzieciństwa. Ale wiedziała też, że jeśli coś pójdzie nie tak wypiszą jej taką opinię, że nie znajdzie pracy nawet jako salowa.
Chwyciła za kubek z gorącą kawą. Ręce trzęsły jej się jak nigdy.
Pierwszy dzień praktyk.
Spojrzała na zegarek. Było wpół do 9. Postanowiła wyjść wcześniej żeby się nie spóźnić. Chwyciła torbę i wyszła z mieszkania.
Sean wyszedł z mieszkania o 8: 30.
Normalnie wychodził z domu później ale miał dziwne przeczucie, że coś może się wydarzyć i nie zdąży na czas.
Te cholerne praktyki.
Nie był dobrym nauczycielem.
I jeszcze opinia, którą musi wydać na sam koniec. Od tego zależy przyszła kariera lekarska tej dziewczyny.
Przez moment pomyślał żeby stać się na chwile takim surowym lekarzem, który wszystko będzie krytykował.
- nie to jednak zły pomysł – szepnął mijając bramę szpitala.
- nie mogę uwierzyć własnym oczom.
Usłyszał za sobą znajomy głos.
- Everleight jest wcześniej – szepnął Jack podchodząc do niego – widzę, że starasz się błyszczeć przed naszą praktykantką od samego początku.
- odwal się. Nie mam ochoty na żarty. To jest poważna sprawa.
- tylko uważaj żeby zauroczona tobą nie zabiła jakiegoś pacjenta – zaśmiał się cicho.
Sean nie odpowiedział.
Rozstali się przy recepcji.
Oparł się o ścianę i zaczął rozmawiać z recepcjonistką starając się zabić wolno płynący czas.
- będzie źle – szeptała mijając bramę szpitala – wiem, że będzie źle.
Weszła do środka i podeszła do recepcji mijając faceta opartego o ścianę.
- dzień dobry...ja od dziś mam tu mieć praktyki – wydusiła z siebie patrząc na kobietę siedzącą naprzeciwko.
- Ann Vance? Twój identyfikator. Postaraj się go nie zgubić – szepnęła patrząc na nią z szerokim uśmiechem na ustach.
- a to jest twój lekarz prowadzący – wskazała na Seana.
Ann odwróciła głowę w kierunku mężczyzny, którego minęła chwilę temu.
- ty?
Sean uśmiechnął się szeroko.
- my się już poznaliśmy. Sean Everleight. Miło mi.
Wyciągnął w jej kierunku rękę, którą uścisnęła zimną ze strachu dłonią.
- ja…eeeeee…mam tutaj być…- zaczęła dziewczyna patrząc w błękitne oczy
- masz tu być trzy długie i ciężkie miesiące – dokończył za nią – a teraz chodź. Napijemy się kawy i opowiesz mi cos o sobie.
Sean chciał ją chwycić za rękę ale powstrzymał się w ostatniej chwili.
Weszła razem z nim do przytulnego pokoju, który był odskocznią od tego wszystkiego co działo się na zewnątrz.
W środku nie było nikogo.
Usiadła na kremowej kanapie i wlepiła w niego wzrok.
- tutaj z reguły odbywają się jakieś ważne narady – szepnął sypiąc kawę do kubków – gdy masz chwile czasu możesz przyjść, usiąść i wypić coś ciepłego. Najgorsze są nocne dyżury. W nocy z reguły jest jeden lekarz. W związku z twoją praktyką przez trzy miesiące nie będę siedział tutaj w nocy sam.
Uśmiechnął się delikatnie podając jej kubek i siadając naprzeciwko niej na drugiej kremowej kanapie.
- to może powiesz teraz coś o sobie bo za długo milczeć się nie da. Dlaczego lekarz?
Ann chwyciła kubek, który rozgrzał jej ręce.
- moje marzenie. Zawsze chciałam pomagać ludziom. Chciałam robić coś z pasją. Dlatego.
Chciała powiedzieć, że się boi ale postanowiła to przemilczeć.
Wziął by ją za kogoś słabego a ona nie była słaba.
Patrzył na nią znad kubka.
Widział, że się bała.
Z oczu idzie wyczytać wszystko a ona nie umiała tego umiejętnie ukryć.
Miał z nią pracować przez całe trzy miesiące.
Miał z nią spędzać noce w szpitalu.
Potrząsnął głową odrzucając od siebie myśli.
- nie bój się...wszystko będzie dobrze – szepnął
- ja się nie boję – oburzyła się Ann próbując ukryć drżenie rąk.
- jesteś mądra i zdolna. Będziesz wspaniałą lekarką.
Po tych słowach zauważył, że policzki Ann robią się czerwone.
Uśmiechnął się delikatnie i spojrzał w stronę drzwi.
- no, no…proszę. Nasza urocza praktykanta – zaświergotał Jack siadając obok Ann, która odsunęła się nieznacznie.
- nie bój się mnie. Jack Quade – podał jej rękę, którą uścisnęła delikatnie – Internista.
Zarzucił jej rękę przez ramie i przysunął do siebie.
- no mówię nie bój się. Będziemy razem pracować przez pewien czas więc musisz się przyzwyczaić – zaśmiał się cicho.
Sean widział, że szukała pomocy patrząc na niego.
- nie masz czegoś do roboty? – zapytał odstawiając kubek na stół.
- nie – puścił Ann łapiąc za kanapkę leżącą na stole – tak się składa, że Dan Goldman jest o wiele lepszy ode mnie w niektórych sprawach.
- on jest salowym – szepnął Sean
- no i co z tego – parsknął odkładając nadgryzioną kanapkę – dobrze sobie radzi z niektórymi pacjentami.
- zobaczysz co zrobi Frank gdy się dowie.
- zobaczysz co zrobi gdy się dowie, że podrywasz naszą nieświadomą praktykantkę. Wziąłbyś się do roboty. Za dużo kawy pijesz. Później jesteś taki pobudzony. A ty – zwrócił się do Ann – uważaj na niego bo to taki nałogowy podrywacz.
- wyjdź – syknął Sean
Jack mruknął coś do siebie i wyszedł trzaskając drzwiami.
Ann patrzyła na niego z delikatnym śmiechem na twarzy.
- nałogowy podrywacz? – zapytała
- pierwsza zasada panująca w tym szpitalu. Nigdy nie wierz we wszystko co mówi Jack – szepnął patrząc jej głęboko w oczy.
Ann uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- co cię tak śmieszy?
- mój lekarz prowadzący – szepnęła.
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę co powiedziała.
- znaczy…nie…to nie tak…
Sean uśmiechnął się szeroko i wstał z kanapy.
- to może ja cię oprowadzę po tym naszym małym królestwie – powiedział otwierając przed nią drzwi.
Ja już powiedziałam, że nie będę chwalić, bo mnie opieprzysz xD
Szkoda, że znam zakończenie, ech...
_________________ Pingwiny w genach to mają,
że w eleganckie fraki
codziennie się ubierają.
__________________________________________________
Sygna by Whistlerowa ;*
jak nie będzie happy endu to ja nie czytam dalej... nie no jasne ze przeczytam, nawet, jeśli okaże się ze zakonczenie jest najgorsze na świecie ( w co szczrerze wątpię )
No co ty!! Najgorsze na świecie i Tanira to nie synonimy!! xDxD Zakończenie musi być boskie jak całe opowiadanie... W końcu pisze je niezrównana Tanira, która poza avkami ma wiele innych talentów xD
Sean oprowadził ją po wszystkich najmniejszych zakamarkach szpitala odkrywając wszystkie tajemnice.
- od kiedy tu pracujesz? – zapytała nagle obracając w palcach identyfikator.
- od roku. Zachowywałem się na początku identycznie jak ty – szepnął gdy mijali Jacka, który próbował wytłumaczyć c