U nas w mieście
jest pole ciszy kobiecej
która umie i lubi
być kobietą skrzywdzoną
i nie może nadal zachowywać się
po męsku
bo to nie wypada
a jak już
to cicho i w ukryciu głębokim
bo jescze ktoś przyuważy
i wrzask powstanie
ze swoistym zmęczeniem materiału
i zdziwienie będzie
że kobieta umie
być mężczyzną.
Rozwód przedwczesny
Nikogo nie ma w domu.
On wyszedł,
zatrzasnął za soba drzwi.
Odszedł na zawsze i w końcu.
I tylko cień na lustrze ostał się,
zawieszony na cienkiej nitce sumienia.
Ona siedzi i łzy wylewa.
Aż dywan jest mokry od tej
gorzkiej słodyczy rozwodu.
A ja...
A mnie nie ma w domu.
Leżę rozdarta
po części
u Niego
i u Niej.
Rozdarta.
Czyli co by było,
gdyby mnie nie było.
_________________ I've got more wit, a better kiss,
a hotter touch, a better fuck...
_________________ Pingwiny w genach to mają,
że w eleganckie fraki
codziennie się ubierają.
__________________________________________________
Sygna by Whistlerowa ;*
Ujrzeć w końcu łaskawie,
że świat jest piękny.
Powiedzieć słowo do księżyca.
Doczekać się odpowiedzi,
szeptem srebrnym pisanej.
Kupić kota,
tak sobie i na niepotrzebność.
Zabarwić skórę na wieczność.
Pokochać kogoś,
i to z niespodziewaną wzajemnością.
Zrozumieć, że czas ucieka.
Pozwolić mu na to
z połażliwym uśmiechem.
Odtańczyć taniec wśród
krwawiących kropel z chmur.
Odpłynąć w dal
łódką, zbudowaną niedbale z marzeń.
Dzień po dniu kochać nadal,
mimo niechęci do życia.
O Boże, daj mi z tego spełnić
tą mniejszą połowę.
I już wracamy do tych mojszych, bardziej gorzkich tematów xD
Oto ja, Ziemia
Oto ja, bogata w zasoby umysłowe.
Stoję przed tobą, wybitnie
rozkraczona w źrenicy.
I między otchłanie
chowam otchłań.
I grasz na mnie,
ach! Jak ty umiesz grać.
Aż ciarki przechodzą
po wygiętym mocno kręgosłupie,
niekoniecznie moralnym.
I krzyczysz coś,
ale ja nie rozumiem.
Ale ja już nie słyszę.
Ogłuchłam ze strachu.
Oto ja, uboga w ciszy.
Leżę obok ciebie, biało i jałowo
głucha poza świadomością.
I pytam: już skończyłeś, człowieku?
_________________ I've got more wit, a better kiss,
a hotter touch, a better fuck...
widzisz bijesz dotykasz
uderzasz kopiesz walisz
czujesz smakujesz gryziesz
czasem nawet oddychasz
stoisz rzucając spojrzeniami
wbijasz wkręcasz i nauczasz
mówisz aksamitnie szepczesz wrzeszczysz
karzesz mnie codziennie
życie ci się spieprzyło
za to mnie karzesz
często płaczę w nocy
rozdajesz za to sińce
i pocałunki gorzkie od starchu
chcesz być tatą ojcem tatusiem
ale to trudne zadanie
ponad twoje siły
ja mam jednego ojca
nie już nie mam
już za późno
Przykra rzeczywistość
dziecka z ojczymem
schowanym za palcami.
ucieczka
chcę stąd uciec
to by nie bolało
chyba
ale stąd uciec
byle szybciej
i pobiec na skrzydłach obciętych
byle dalej
zwykła modlitwa skazańca
skazanego za oddech sumienia
gdy wokół żywe trupy
uwięziona jest Wyobraźnia
ach uciec
nikt nie byłby zdziwiony
chyba
_________________ I've got more wit, a better kiss,
a hotter touch, a better fuck...
Nie wiem, lecz i tak myślę
głębokimi zdaniami.
I ten tekst uparcie wałkuję
w ciężkiej czaszce, ukutej
z żelaza z nudów.
Cienie wątpliwości wokół mnie,
czerń rozsądku nade mną.
Lampa rzuca zasłonę ciemności
na samotną kartkę.
Odrzucam mądrości, stojące za mną
i zaczynam pisanie
wiotkim pędzlem wzroku
na tej białej skórze puchu.
Nadal nie wiem.
Lecz może to i lepiej.
chwila
to jest świat jak z przezrocza zrobiony
teraz
deszcz pada na moje łopatki nagie
teraz
i przesłonięte tylko wstydem czerwieni
teraz
myślę o tym co by było zamiast
teraz
zamiast dźwięków co brzmią tak cudownie tylko
teraz
to są dźwięki szaleństwa gdyż
teraz
w swym zdumieniu anielskim patrzysz na mnie przez chwilę
teraz
nie na mnie tylko gdzieś dalej
teraz
świat ten prawie prawdziwy
teraz
umieram pod twoim prawie spojrzeniem
_________________ I've got more wit, a better kiss,
a hotter touch, a better fuck...
to jest świat jak z przezrocza zrobiony
teraz
deszcz pada na moje łopatki nagie
teraz
i przesłonięte tylko wstydem czerwieni
teraz
myślę o tym co by było zamiast
teraz
zamiast dźwięków co brzmią tak cudownie tylko
teraz
to są dźwięki szaleństwa gdyż
teraz
w swym zdumieniu anielskim patrzysz na mnie przez chwilę
teraz
nie na mnie tylko gdzieś dalej
teraz
świat ten prawie prawdziwy
teraz
umieram pod twoim prawie spojrzeniem
nie mogłam wybrac naj naj bo cały wiersz jest taki niesamowity ... mk jesteś poporstu cudowna ;*
_________________ "Jeśli ktoś prosi nas o pomoc, to znaczy że jesteśmy jeszcze coś warci "
Patrzę przez mała dziurę w szybie.
Kot gdzieś leży,
ale ja nie mam kota.
To chyba nie mój.
Na zewnątrz ludzie.
Dużo ich strasznie.
I drzewa są poruszane
wiatrem, wiejącym na polach.
Ktoś w oddali gra na fortepianie.
Patrzę na zewnątrz.
Niech nie przestaje.
I oni mówią, że zginęliby
za mnie.
Tylko wierzący nie kłamią.
Czy wierzą?
Kot, którego nie ma
goni kłębek wełny.
Erotyk pospolity
Spójrz na mnie
wzrokiem szeptanym.
Niech on wypali
ściany dzielące,
odległości wielkie.
I w tą sobotnią,
prawie już niedzielę
zobacz mnie,
w cieniu serca schowaną.
Ujrzyj w nocy,
wśród rozbłysków
i błysków codziennych.
I tylko nie bój się potem
mojej twarzy, z chmur przewiewnych utkanej
i tak blisko leżącej,
tuż obok na szarej poduszce.
_________________ I've got more wit, a better kiss,
a hotter touch, a better fuck...
Niesamowite ty masz te wiersza kobito ^^
wymiatasz w kosmos.
_________________ Pingwiny w genach to mają,
że w eleganckie fraki
codziennie się ubierają.
__________________________________________________
Sygna by Whistlerowa ;*
Napisane pod wpływem muzyki z 'Requiem for a Dream'. Nie bić za tematykę.
Requiem dla snu
Tańczę na sznurku...
Chwieje się on nad przepaścią,
w dole majaczą ampułki.
Biorę jedną, dwie, trzy.
I wbijam tę igłę
w ramię...
Lecę w dół,
sznur upleciony z wątpliwości
i wizji nocnych płaczliwych
urwał się pod ciężarem win.
Dźwięki z ust uciekają
na kształt wymiocin.
Oczy zamykają się same.
Mają dosyć gnębienia ich
i kłucia igłą żelazną,
igłą szeroką.
Ból przemyka pod powiekami,
paznokcie palą żywym ogniem.
I tańczę na wysoko zawieszonym
złotym sznurku...
Słońce musnęło skórą
promieniem kolorowego światła.
Widzę go, odbitego w siatkówce.
Stąpasz po mnie,
szaleńczy człowieku,
co przyszedł z nastaniem ranka,
wirującego w szklance.
Głowa pęka na pół,
jedno ucho leży w kącie.
Ból wwierca się w czaszkę,
głęboko jak w kanion.
I twarde wiertło...
I tańczę, a stopy
tnie sznur upleciony
pod kołdrą cicho.
I stukają... Ach.
Pieszczą mnie odgłosy biedy mojej.
Trzeszczy moja skóra, rozpięta
między igłą a strzykawką.
I szybciej, szybciej drży
moje serce,
schowane pod cienką skórą.
I początek końca nastąpił,
bo nuty moje są fałszywe i fałszywie brzmią
w tym przezroczystym świecie,
ukutym ze szkła...
Myszy gdzieś cichutko harcują
w moim mózgu,
ich ząbki obijają się o kości.
Sznur rozpięty,
urwał się nagle.
I spadam z otwartą raną
na sercu,
sinym z rozpaczy.
Nadzieja odeszła,
uciekła wraz ze szczęściem.
Koniec nastąpił przy słodkich dźwiękach
zasypiającego wreszcie snu.
Nagle pojawia się biel,
taka ogłuszająca biała cisza.
I przesłoniła wszystko czarna trumna
z paradoksalnym białym brzegiem.
_________________ I've got more wit, a better kiss,
a hotter touch, a better fuck...
muzyka jest fantastyczna, a ty napisałaś do niej słowa...zawsze ciarki mnie przechodzą przy ostatnich wersach...niesamowite.
_________________ Pingwiny w genach to mają,
że w eleganckie fraki
codziennie się ubierają.
__________________________________________________
Sygna by Whistlerowa ;*
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach