Do wygrania:
4 filmy DVD (Ucieczka z Nowego Jorku, Serpico, Prawdziwy romans, Wszyscy jesteśmy Chrystusami), 3 książki (Podręcznik dla aktorów, Słownik terminologii Filmowej, Gramatyka języka filmowego), 2 plakaty (Ojciec Chrzestny, Pulp Fiction), figurka Ojca Chrzestnego
Wysłany: 2007-12-28, 17:33 "My tylko chcemy mieć z powrotem nasze rodziny!"
Kolejne opowiadanie z serii PB
(wyszło trochę przydługie, bo zajęło prawie 8str. w Wordzie, więc podzieliłam na części )
"My tylko chcemy mieć z powrotem nasze rodziny!"
Postacie: Susan = Susie Q, Pam, Teddy, Alex, Michael, Lincoln Burrows, LJ, Greta, Zack, Cameron, Susan, James Whistler, Sofia (Jego dziewczyna)
I
To był bardzo parny dzień w Sonie. Michael miał już momentami dosyć. LJ był uwięziony niewiadomo gdzie a on nie był wstanie nic zrobić. Mógł tylko siedzieć w tym upale i czekać… Czekać… tylko na co? Przecież Sara nie żyje, ostatnia próba ucieczki się nie powiodła, jemu zaczyna brakować pomysłów a Linc...
>>> Scofield wizyta, Scofield wizyta <<<
Michael przerwał swoje pesymistyczne rozmyślania i podążył na spotkanie z bratem.
- Hej Linc. Co się dzieje? Jak LJ?
- Dostałem zdjęcie. Żyje. Dostaliśmy tydzień.
- Ale jest coś jeszcze, prawda? Widzę po Twoich oczach…
- Nie mamy już żadnych pieniędzy. Jeśli stąd uciekniesz nie będziemy mieli za co zniknąć. A Oni nas zabiją. Nie mamy szans…
- Może coś się wydarzy… nie można tracić nadziei… - odparł mało pewnym głosem Michael i już musiał wracać za mury więzienia.
Linc w zamyśleniu wracał do hotelu kiedy spotkał Susan
- I co? Powiadomiłeś brata o nowym terminie?
- Tak.
- Wydostanie Whistler’a? Czy mogę zabić LJ?
- Wydostanie. Nie rób krzywdy mojemu synowi – Susan zniknęła a Linc powlókł się do hotelu.
Słońce leniwie pojawiało się nad horyzontem. Nastał świt – jedna z najchłodniejszych, najbardziej ożywczych pór dnia w Panamie. Lincoln jeszcze spał kiedy obudziło go stukanie do drzwi. Pełen złych przeczuć zerwał się z łóżka by zobaczyć dwie kompletnie nieznane mu kobiety.
- Lincoln Burrows.
- ……. – Linc spojrzał podejrzliwie w ich stronę…
- Nie musisz potwierdzać, obie na bieżąco śledziłyśmy waszą ucieczkę.
- Kim jesteście? I czego chcecie.
- Susan Hollander.
- Pam Mahone
- Mahone… - powtórzył z zaskoczeniem Linc
- Możemy wejść? Myślę, że możemy sobie nawzajem pomóc.- Powiedziała Susan i nie czekając na jego odpowiedź weszła do hotelowego pokoju. Panie usiadły przy stoliku, wskazały Lincowi wolne krzesło i zaczęły przedstawiać swoją propozycję.
- Wiemy, że potrzebujecie z bratem pieniędzy.
- Skąd? – wyskoczył z pytaniem Linc nie zwracając uwagi na to, że mógłby trochę mądrzej rozgrywać tę dziwną partię, która mu się trafiła.
- Po prostu wiemy – odrzekła spokojnie Pam – Wystarczy wam milion dolarów aby zorganizować ucieczkę z Sony? Co zostanie będziecie mogli zabrać, aby zniknąć gdzieś daleko.
- Milion… - wyszeptał zafascynowany Linc. – Starczyłoby…ale co wy za to chcecie? – zapytał podejrzliwie.
- Nic wielkiego. Po prostu uciekając Michael Scofield zabierze z sobą dwie osoby więcej.
- Kogo?
- Nie domyślasz się? – zapytała Pam spoglądając przekornie na Lincolna.
- Alex Mahone to pewne, ale kto jeszcze? Przepraszam pani nazwisko…
- Hollander, ale nic panu to nie mówi, prawda?
-Nic.
- Teodor Bagwell.
- Przecież on jest…!
- Wiem. Zgadzasz się czy nie?
- Michael się nie zgodzi. To przecież mordercy.
- Cholera! My tylko chcemy mieć z powrotem nasze rodziny! Spójrz! – obie wyciągają fotografie. Na jednej są uśmiechnięci Alex, Pam i Cameron; na drugiej- Teddy, Susan, Greta i Zack.
- Podejmij decyzję. Teraz.
CDN.
_________________
Hello Mrs. Hollander! They say a good woman is hard to find. Well that's true you must be a very, very, very good.
Don't be afraid. Teddy's home.
..troche pofantazjowałas, fajnie się czyta... co do PAm to nie było by że ...a S.Hollender widze że napisałs to z powodu sympatii to niej i T-baga, ogólnie opowiadanie swietne ..czekam na dalsza częśc
_________________ "Jeśli ktoś prosi nas o pomoc, to znaczy że jesteśmy jeszcze coś warci "
no początek trochę słodko wyszło... w środku starałam się to lekko 'odsłodzić', ale końcówka znowu wyszła 'różowa'
_________________
Hello Mrs. Hollander! They say a good woman is hard to find. Well that's true you must be a very, very, very good.
Don't be afraid. Teddy's home.
Wiek: 21 Dołączyła: 27 Sie 2007 Posty: 2856 Skąd: from Stata Mind ^^
Wysłany: 2007-12-28, 21:33
Przywilejem pisarza jest to, że może pisać co tylko zechce i nikt nie może mu nic powiedzieć bo to jego sprawa co mu wyobraźnia podpowie ^^ i za to właśnie kocham pisanie^^ klawiatura albo długopis w odpowiednim ręku to największa broń
Mnie się podoba ^^
_________________ Biegnie Wiewiórka przez las,
złotych liści ma po pas.
__________________________________________________
- To nie tylko zależy ode mnie. Muszę porozmawiać z bratem.
- W porządku. Powiedz tylko czy ty się wstępnie zgadzasz. To chyba uczciwa propozycja?
- Tak… zgadzam się… chyba nie mam wyboru.
- Cieszymy się, że doszliśmy do porozumienia. Idź do brata najwcześniej jutro po południu. Ja dzisiaj będę rozmawiać z Teddym, a Pam z Alexem.
- Dobrze. Mogę zadać pytanie?
- Proszę.
- Dużo ryzykujecie. A wasze dzieci?
- Są bezpieczne. Wiedzą dlaczego musiałyśmy wyjechać, i tak szczerze to bez ich zgody nigdy byśmy się nie odważyły na taki krok. Do jutra. Przyjdziemy wieczorem.
Po wyjściu z hotelu panie skierowały swoje kroki w kierunku najbardziej strzeżonego miejsca w Panamie – Sony. Dwie kobiety, dwóch mężczyzn, dwa widzenia, dwa osobne miejsca rozmów oddzielone wysokim płotem i jedno jedyne pragnienie – być razem, kochać.
- Susie Q... – T-Bag po raz pierwszy czuł, że brakuje mu słów. Jego śliczna Susie Q stała przed nim i uśmiechała się do niego – Moja słodka Susie Q… - i nic więcej już nie potrafił powiedzieć, był w szoku… jeszcze nigdy jego serce nie waliło tak oszalałe ze szczęścia jak w tym momencie.
- Hey my Teddy Bear
- Co ty tu robisz? Nie powinnaś mnie oglądać w takim stanie… Myślałem, że mnie nienawidzisz… A gdzie dzieci? – T-Bag wyrzucił to z siebie jednym tchem, chciał powiedzieć dużo więcej. Teraz kiedy Ona tu była dla niego, na jego usta cisnęła się masa najrozmaitszych słów, niektórych już dawno przez niego zapomnianych…
- Teddy posłuchaj przyjechałam razem z Pam do Panamy i wyciągniemy Cię stąd.
- Susan! Z kim przyjechałaś?! I co ty zamierzasz zrobić?!
- Spójrz na prawo – to Pam Mahone. Ona chce wyciągnąć stąd byłego męża, ja Ciebie. Rozmawiałyśmy z Burrows’em. Jutro porozmawia ze Scofield’em i przekona go aby was zabrał ze sobą.
- Po pierwsze Scofield nie zgodzi się na moją ucieczkę, po drugi Susan do cholery! To jest strasznie niebezpieczne! Jeśli coś Ci się stanie? Pomyślałaś o dzieciach?! Już wolę zgnić tutaj niż… nie… nawet nie chce mi to przejść przez gardło…
- Teddy proszę… dzieci są z moją kuzynką, całe i bezpieczne. Scofield się zgodzi bo potrzebują pieniędzy, a ja je mam – przecież zostawiłeś mi i dzieciom 2 miliony…
- Susie…
- Kocham Cię, dzieci Cię kochają…
- Po tym co wam zrobiłem?
- Tak…
>>> W tym czasie tuż obok;) <<<
- Pam kochanie… nie wierzyłem, że kiedykolwiek Cię zobaczę… ale ten pomysł, żebyś wyciągała mnie stąd razem z tą Susan… To niebezpieczne. No i zostawiłaś Camerona z kuzynką tej całej Susan. Przecież nawet jej nie znasz!
-Zaufaj mi. Do jutra nic nie mów Scofield’owi. No i zadbaj aby Bagwell wyszedł stąd razem z tobą cały i zdrowy, proszę chroń go – Susan tak na nim zależy…
- Dobrze…
- Muszę już iść. Kocham Cię…
Kiedy panie odeszły Alex i Teddy zaczęli rozmawiać (trochę dziwnym by przecież było, jakby udawali, że się nie znają… ).
- Nie powiem abym był zachwycony pomysłem Pam i jej prośbą abym Cię pilnował… - zaczął Alex
- Ty mnie pilnować? *hahaha* Susan prosiła abym to ja cię pilnował…
-No to wychodzi na to, że mamy pilnować siebie nawzajem… Idzie Michael, nic mu nie mów…
- Przecież wiem. Nie jestem głupi.
- A wyglądasz – roześmiał się Alex i nagle dłoń T-Baga znalazła się na jego szyi
– Gdyby nie prośba Susan, już dawno byś nie żył – wycharczał mu do ucha i odszedł. Michael z niesmakiem oglądał już od pewnej chwili jak Alex z Teodorem rozmawiają, już zaczął podejrzewać ich o jakieś wspólne interesy gdy zobaczył jak T-Bag grozi Alexowi i odchodzi szybkim krokiem w stronę korytarzy przeznaczonych tylko dla ludzi Lachero.
Nastał nowy dzień. Scofield szedł po gorącym piasku na spotkanie z bratem, niepewny tego co przyniesie mu ten kolejny dzień. Kolejny dzień bez Sary…
- Cześć brat. Coś nowego?
- Cześć. Możemy mieć pieniądze na ucieczkę i nowy start- okrągły milion.
- Ale…?
- Co?
- Zawsze jest jakieś ale… Skąd te pieniądze? Za co? Co znowu musimy poświęcić…
- Po prostu oprócz Whistler’a zabierzesz jeszcze dwie osoby z sobą…
- Kogo i dla kogo? Kto za to płaci?
- Płacą rodziny obu tych więźniów.
- KOGO?!
- T-Baga i Mahone’a…
- Nie ma mowy.
- Inaczej nie będziemy mieli za co uciec i zabiją nas i LJ’a… Proszę…
- Mówisz że płacą ich rodziny… Czyli kto i skąd mają 1’000’000$ ?
- Była żona Mahone’a – Pam i Susan Hollander… nie wiem kim ona dokładnie była dla T-Baga, ale ona go kocha…
- Czy mi się wydaje, czy mówiąc o tej całej Susan wyczułem cieplejszą nutę i zarazem nutę zawiści kiedy mówiłeś że Ona kocha T-Baga?
-Wydawało Ci się – odparł naburmuszony Lincoln. – Wyciągniesz ich stąd?
- Mogę się zastanowić?
- Tak…
- Idę… i nie wpakuj się w nic, bo nie chciałbym aby po ucieczce z Sony T-Bag zabił Cię bo przespałeś się z jego kobietą.
- Znaczy zabierzesz ich z sobą?
- A mam wybór? Dla Ciebie i LJ’a wyciągnąłbym stąd samego diabła… i chyba to robię znów wypuszczając Bagwella… Ale proszę jeszcze im tego nie mów, muszę się z tym przespać. - Ledwie Michael wrócił do wnętrza Sony, która zdawała się pochłaniać wszystkich i zmieniać ludzi w zwierzęta, stanął twarzą w twarz z Alexem i Teodorem.
- Powiedział Ci prawda? Weźmiesz nas?
- Jeszcze nie wiem… Muszę to przemyśleć… Dajcie mi chwilę czasu…
- Myśl szybko chłopczyku – powiedział T-Bag i pospieszył na spotkanie z Lachero.
Lincoln wszedł do restauracji gdzie miał się spotkać z Susan.
- Masz zdjęcie LJ’a?
- Proszę. Jak tam nasza sprawa?
- Byłem dzisiaj w Sonie. Michael próbuje wymyślić jak najbezpieczniej opuścić Sonę – tak aby nikomu nic się nie stało. Nie martw się będziesz miała swojego Whistlera.
- Mam nadzieję. Coś jeszcze się wydarzyło?
- Nic.
- A te dwie kobiety które Cię wczoraj rano odwiedziły?
- Stare znajome. Prosiły abym oprowadził je po Panamie. Nikt ważny..
- Tylko nie próbuj zrobić czegoś głupiego. Pamiętaj że mam Cię na oku i jeśli zaczniesz kombinować to skrócę Twojego syna o głowę. Zrozumiałeś mnie?
- Jasno i wyraźnie. – Ledwie Lincoln opuścił restaurację wyciągnął telefon, poszukał w kieszeni dwóch wymiętych wizytówek – Pam Mahone i Susan Hollander. Przez chwilę tępym wzrokiem wpatrywał się w obie wizytówki by jedną z powrotem wcisnąć w głąb kieszeni.
CDN. (chyba jutro wieczorem wrzucę )
_________________
Hello Mrs. Hollander! They say a good woman is hard to find. Well that's true you must be a very, very, very good.
Don't be afraid. Teddy's home.
wszystko bezposrednio piszę na klawiaturce i siadając do pisania nie mam pojęcia jak dalej potoczą się losy bohaterów pełna improwizacja (za to wyjaśniłam zagadkę z kim prześpi się Lincoln^^ .....ale to później )
_________________
Hello Mrs. Hollander! They say a good woman is hard to find. Well that's true you must be a very, very, very good.
Don't be afraid. Teddy's home.
to chyba dobrze ze tak improwizujesz, mimo ze nic wczesniej nie planujesz nie układasz wydarzeń to wszystko potem ładnie sie komponuje
zazdroszcze tym co tak potrafią , ja muszę sobie wszystko z góry zaplanować i rozpisać, zeby potem cos z tego stworzyć, a i tak na końcu mam wrazenie ze nie o to mi chodziło
- Susan Hollander słucham.
- Tu Lincoln Burrows. Chciałbym się spotkać. Może w centrum miasta przy fontannie na rynku.
- Dobrze. Może być 17:00?
- Tak.
- To będziemy. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia… - Burrows schował telefon do kieszeni i w zamyśleniu skręcił w małą uliczkę. Usiadł na jakieś ławce, przymknął oczy i uśmiechnął się na wspomnienie Susan Hollander – miała coś w oczach, że nie szło o nich zapomnieć, że ciągle powracały w jego myślach i sprawiały, że zaczynał zachowywać się jak szczeniak, który po raz pierwszy się zakochał…
- To nie jest miłość. Nawet to nie jest zauroczenie. Zobaczę ją po południu i mi przejdzie – powiedział do siebie, wstał zły na siebie i szybkim krokiem podążył w stronę hotelu.
- Lincoln – usłyszał za sobą cichy głos Sofii – Oni uciekną prawda?
- Myślę, że tak… co Cię tu sprowadza?
- Jak to co? Przecież wspólnie planowaliśmy jak im pomóc po opuszczeniu murów więzienia. Coś się zmieniło?
- Nie… tylko, że aktualnie nie mam żadnych pomysłów…
- W porządku. Jadę do Sony. Jedziesz ze mną?
- Już byłem tam dzisiaj… nie pozwolą mi spotkać się z Michaelem po raz drugi.
- OK. A po południu co robisz?
- Bo?
- Pomyślałam, że pomożesz mi wybrać broń… myślę, że powinnam coś mieć…
- Jutro, dobrze? Dzisiaj jestem zajęty.
- To do jutra. Jadę do James’a. – i Sofia zniknęła w głębi samochodu, by po chwili odjechać w stronę Sony.
Zbliżała się siedemnasta, Susan Hollander i Pam Mahone siedziały w cieniu fontanny dziękując w myślach za ten ożywczy powiew drobnych kropelek spadający na ich rozgrzane ramiona. Z uśmiechem wystawiały twarze w stronę wody starając się, choć przez chwilę zapomnieć o powodach, dla których przyleciały do Panamy – dwóch seksownych powodach… Zatopione w swoich myślach nie zauważyły zbliżającego się Lincolna, dlatego też na jego „Witam Panie” podskoczyły nerwowo.
- Witam
- Dzień dobry. Skoro postanowiłeś się z nami spotkać to na pewno wiesz czy twój brat przyjął naszą propozycję czy nie… - zaczęła Pam.
- No właśnie nie wiem… Michael prosił o trochę czasu do namysłu.
- To, po co chciałeś nas zobaczyć? – Zapytała Susan. Linc, sam nie wiedział, po co tak koniecznie chciał je zobaczyć… No może nie je…tylko samą Susan… Ale co ma powiedzieć…
- Brat chciał wiedzieć czy na pewno macie tyle pieniędzy – wymyślił na poczekaniu
- Pokaż to bratu, niech spojrzy na numer seryjny – powiedziała Pam wręczając Lincolnowi banknot 100$
- Pieniądze D.B. Coopera?!
- Teddy zostawił mi 2’000’000$ przed swoim wyjazdem do Panamy. Dlatego też na pewno dostaniecie swój 1’000’000$, za resztę my z naszymi rodzinami chcemy zniknąć i zacząć nowe życie. – mówiąc o T-Bagu Susan bezwiednie się uśmiechała a w jej oczach było widać tyle czułości, że Lincolna coś skręcało od środka.
- Przekażę bratu - powiedział zaciskając zęby i już chciał iść aby nie patrzeć w te oczy, które zamiast do niego uśmiechały się do myśli o T-Bagu
- Nie napijesz się z nami kawy? – zapytała Pam, a Susan po raz pierwszy uśmiechnęła się do niego.
- Zostanę – odpowiedział odwzajemniając uśmiech.
Tymczasem w Sonie. Scofield siedzi na swojej pryczy i rozważa czy naprawdę nie ma innego wyjścia z tej sytuacji niż znowu wypuszczać Bagwella…
- Cholera! No po prostu nie ma innej opcji!
- Hej piękny namyśliłeś się już czy Ci w tym pomóc?
- T-Bag……
- We własnej osobie – roześmiał się Teddy – Spodziewałeś się kogoś innego?
- Jesteś sam czy może z nowym kolegą?
- Mówisz o mnie?- zapytał Mahone wychodząc z za rogu.
- Czyli prawie mamy komplet- odparł z przekąsem Scofield. Widzieliście Whistlera?
- Gdzieś łazi
- To znajdźcie go. Nie będę wszystkich planów powtarzał kilkakrotnie.
- Znaczy zabierasz nas z sobą?
- A mam wybór?
- Mądra decyzja.
- To idźcie teraz go poszukać.
- Kogo szukać? – zapytał James wchodząc do celi.
- Ciebie. Siadaj. Musimy omówić plany ucieczki.
- A oni? – zapytał Whistler spoglądając niechętnie na T-Baga i Mahone’a
- Oni niestety idą z nami. I wszyscy czworo jak tu stoimy musimy działać razem i pomagać sobie. Wszyscy musimy wyjść stąd cali i zdrowi. A więc słuchajcie co wymyśliłem…
O poranku Lincoln spotkał się z Sofią na jednej z wąskich uliczek Panamy.
- Dziękuję że przyszedłeś i pomożesz mi wybrać broń.
- Nadal uważam, że to nie jest najlepszy pomysł. Z bronią trzeba umieć się obchodzić.
- Nauczę się.
- Umiałabyś zabić kogoś z zimną krwią?
- Nie wiem… w każdym bądź razie będę się broniła. Wchodzimy.
- Jak chcesz… - Linc i Sofia weszli do malutkiego sklepiku, właściciel już się ich spodziewał, bo zaraz wyniósł z zaplecza szary pakunek. Sofia zaczęła oglądać przyniesiony pistolet a Lincoln po szybkiej ocenie sprzętu przestał myśleć nad ewentualnymi rozterkami Sofii i zaczął się zastanawiać się czy Susan poszła spotkać się z T-Bagiem czy może spaceruje gdzieś po Panamie w towarzystwie Pam Mahone…
- Susie Q!
- Teddy! Scofield weźmie was z sobą?
- Tak.
- Tak się cieszę… Nawet nie wiesz jak strasznie za tobą tęsknię.
- Ale co ty robisz przez całe dnie? Z kim się spotykasz? Nie grozi Ci jakieś niebezpieczeństwo?
- Wszystko będzie dobrze. Wczoraj spotkałyśmy się z Burrows’em, on jest dla nas bardzo miły…
- Burrows miły… kto by pomyślał… co to wizja pieniędzy robi z człowieka – odparł z przekąsem T-Bag
- Nie przesadzaj. On tak samo martwi się o syna i brata jak ja o Ciebie. Rozumiem go…
- A co dalej? Co będzie jak stąd wyjdę? Gdzie pojedziemy?
- O nic się nie martw wszystko jest zaplanowane. Muszę już iść…
_________________
Hello Mrs. Hollander! They say a good woman is hard to find. Well that's true you must be a very, very, very good.
Don't be afraid. Teddy's home.